sobota, 31 marca 2018

Lekcja martwej mowy - Paweł Jaszczuk (2/2018)



Hej!


Wracam do Was dzisiaj po dłuższej przerwie z nową energią i chęcią do czytania! :D Mam dla Was recenzję Lekcji martwej mowy Pawła Jaszczuka.





Zarys fabuły:

Lata 60. XX wieku. Były dziennikarz, docent Jakub Stern dostał zaproszenie do Lwowa, miasta swojej młodości. Dostała je również Wilga De Brie, jego dawna bardzo bliska koleżanka.


Opinia:


Mamy tutaj Lwów w latach 60. Fajny klimat to jedyna dobra cecha tej książki. To nie będzie pochlebna recenzja. Lekcja martwej mowy to tom 5 z cyklu o Jakubie Sternie. Bałam się, że dostanę książkę wyrwaną całkowicie z kontekstu. Jak widać słusznie. Zupełnie nie czułam się „związana” z tą historią. Może gdybym zaczęła czytać o Sternie od początku -MOŻE byłoby lepiej.


„Jak co roku tuż przed pierwszomajowym świętem 
partia nakazała rzucić do wszystkich sklepów spożywczych 
w kraju zapasy wędlin, kawy, a nawet rzadko widywanych 
bananów i cytrusów, które przypłynęły z Kuby rządzonej 
przez „camarada” Fidela Castro”


Ale było bardzo źle. Dawno nie czytałam tak złej książki. Nie wciągnęła mnie, była nudna jak flaki z olejem. Fabuła nie trzymała się kupy. Wiele dygresji zbijało z tropu, działo się za dużo rzeczy zupełnie ze sobą nie związanych ciągiem przyczynowo skutkowym. Jedyną rzeczą, która mi się spodobała była opowieść Sterna o okresie rozpoczęcia II wojny światowej z perspektywy dziennikarza z Lwowa, czyli zwykłego człowieka. I to by było na tyle.



„Stukały podkłady, piszczały hamulce, pociąg zwalniał.
Dojechali do Brześcia. Podróżnych czekały teraz 
wielogodzinna odprawa i postój związany z wymianą 
wózków wagonów kolejowych. Zapuszczali się
 w bezkres imperium sowieckiego, gdzie wszystko, 
nawet szyny kolejowe, miało swój słuszny wymiar.


Podobno jest to political fiction. Po obejrzeniu serialu House of cards stwierdzam, iż ta książka nie jest political fiction. Albo jest, ale na bardzo słabym poziomie. Powieść szpiegowska też to nie była. Były porwania i nic ciekawszego. Historia zupełnie bez wyrazu, a jak wiecie, mało jest książek które oceniam jako złe. Tutaj nie będę owijać w bawełnę – nie czytajcie tego. Jeszcze nigdy nie czułam, że czytanie tej książki marnuje mój czas i mogłabym go spożytkować na czytanie lepszych książek np. Kinga.


Ocena: 3/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina 😊


Mon.

niedziela, 4 lutego 2018

American psycho - Bret Easton Ellis (1/2018)



Hej!


Pierwsza recenzja w nowym roku! I od razu z przysłowiowej "grubej rury". Bo to nie jest książka dla wszystkich, zapewniam Was. Zapraszam na recenzję American psycho.








Zarys fabuły:

Historia opowiada o Patricku Batemanie należącym do grupy nowobogackich yuppies. Otacza się najdroższymi rzeczami, na jakie go stać. Chodzi do najlepszych restauracji w Nowym Jorku. Jednak jego hobby to nie moda, a mordowanie.


"- Wiesz, o co chodzi? Powiem ci: wszystkich gówno
obchodzi praca, każdy nienawidzi roboty, ja też jej nienawidzę,
ty, jak słyszałem także. I co mamy z tym zrobić?
Co ja mam z tym zrobić? (...)"

Opinia:

Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, co (aż dziwne) nie przeszkadzało mi ani trochę. Mało tego - sądzę, że dlatego też ta książka jest taka... okropna? Bo pokazuje właśnie świat z perspektywy psychicznie chorego człowieka, bo tego inaczej nazwać nie można. Każde wyjście z domu jest skrupulatnie opisane w czynności dokonywane. Najważniejsze jednak jest czym a nie co. Np. opisywanie najdroższych serwisów do kawy, ubrania od Armaniego, najlepsze maseczki do twarzy itd. Zawsze opisuje w co jest ubrany oraz w co ubrani są znajomi, więc też nie omieszka zadrwić z tańszych rzeczy. Oprócz ubrań Patrick skrupulatnie dobiera również dietę. Czuje się lepszy od innych przez prowadzony styl życia i wysokość dochodu. Wiecie co? Ta książka została wydana w 1991 roku, ale w Polsce aktualna jest właśnie teraz. Zamieńcie NY na Warszawę i macie Sebę-psychopatę 👍 (nie urażając Sebastianów, którzy Sebami nie są - wiecie ocb).



"- No cóż, przynajmniej nie są zielone i nie strzygę ich
sekatorem - mówi Tim, przypominając nam kolor włosów
Vanden i niewątpliwie tanią, fatalną fryzurę Stasha.
Fryzurę, która jest fatalna, ponieważ jest tania."



Mimo tego, że nie wiem co autor brał, a musiało być tego BARDZO DUŻO, chciał nam przekazać, że nawet nasi znajomi czasem mogą okazać się zupełnie inni niż są przy nas. Książka przedstawia myślenie i postrzeganie świata przez psychopatę i może dlatego ta książka jest taka ciężka w odbiorze. Dla przykładu - w powieści opisane jest morderstwo pana i jego psa. Tak, psa. Ludzi to jeszcze rozumiem. Ale czemu winne zwierzę? To był pierwszy moment, gdy chciałam rzucić tę książkę przez okno. Nie wiedziałam, że później będą sytuacje w których będę musiała odłożyć ją, aby ochłonąć po wydarzeniach w niej opisywanych. Nie wierzyłam, że to tak ciężka książka. Uwierzyłam.


" Decyduję się jednak przedłużyć termin "Sobowtóra" - chcę
jeszcze raz obejrzeć film dziś wieczorem, choć wiem,
że i tak nie będę miał dość czasu, by onanizować się 
podczas sceny, w której mordują kobietę, używając wiertarki,
bo o wpół do ósmej jestem umówiony z Corutney
w Cafe Luxembourg."


Co do grupy nowobogackich - chyba większość z tych kto zaczyna mieć trochę kasy dopada "wyśmiewanie" stylu życia, ubioru i innych rzeczy osób, które tej kasy mają mniej. Ale to tylko moje zdanie, możecie się nie zgodzić. Fakt, są osoby normalne, ale takich jest mało.


" (...) W szklance pływa pokruszony lód, o którego prosiłem,
lecz którego nie chcę."

Co mnie najbardziej dziwi w tej książce? Mamy psychopatycznego seryjnego mordercę. A policja co? No oczywiście, że nic. Patrick jest sprytny, czego dowiecie się z książki. Dowiecie się dlaczego policja nie robi nic. Drugie zdziwienie to zakończenie, którego według mnie wcale nie ma. Albo jest, ale jestem za głupia na ogarnięcie przesłania, nie wiem.


Ocena: 9/10


Powieść gorąco polecam miłośnikom thrillerów, kryminałów i rozlewu krwi. Nie polecam natomiast osobom o słabych nerwach, bo zejdą na zawał, seriously. Książka świetna i teraz bardzo aktualna 😉


Czytaliście? Jakie wrażenia? Piszcie!


Mon.

czwartek, 18 stycznia 2018

Podsumowanie roku 2017 i plany czytelnicze na 2018 rok



Hej!


Dawno u mnie nie było podsumowań czytelniczych ani planów. Same recenzje. A dlaczego? Sama nie wiem, lenistwo mnie dopadło najprawdopodobniej. Rok 2017 kończę z 37 przeczytanymi książkami na koncie. Jestem z siebie niezmiernie dumna, mimo, że nie dobiłam do 52. W 2016 roku przeczytałam może ze 3 książki, więc 37 to naprawdę dużo jak na mnie. Dumna jestem też z tego, że dalej prowadzę tego bloga. Jak wiecie z pierwszych postów, wiele razy próbowałam i chyba książki to jest to co chcę opisywać tutaj 😀 Podsumowanie będzie krótkie i może chaotyczne, ale wyszczególnię w nim najważniejsze rzeczy, które chcę.




Podsumowanie 2017 roku:


  • Najlepsza książka 2017 roku


Długo zastanawiałam się jaką książkę wyróżnić w tym zestawieniu. Możecie mnie za niego zlinczować, bo otwieracie szafę i jest tam on - pan Mróz. Wraz z jego Ekspozycją. Książka przekonała mnie do zakupu całej prenumeraty z panem Mrozem, więc to o czymś świadczy. Masa akcji + Zakopane. To się musiało udać. I udało się świetnie, a mnie wsysło i nie chce odsysnąć od autora. Brawo.






Jako, że w 2017 roku zaczęłam czytać książki z gatunku fantastyki, nie mogę przejść obok tego obojętnie. Nigdy wcześniej nie brałam się za tego typu książki, ale gdy czyta się za dużo o krwi i denatach, ma się czasem ochotę na oderwanie się od rzeczywistości, na smoki i inne tego typu rzeczy. Tak więc najlepszą książką fantastyczną przeczytaną przeze mnie w 2017 roku jest... (fanfary!) moja pierwsza współpraca z wydawnictwem i przedpremierowo przeczytany egzemplarz Zaklinacza ognia Cindy Williams Chimy! Świetna rozrywka, mało wymagająca książka, co tu dużo mówić fajna młodzieżówka. Nic tylko czytać i czekać na tłumaczenie kolejnego tomu! 💗



  • Najgorsza książka 2017 roku


A jakżeby inaczej? Najgorsza książka, przez którą przeczytałam 2 i 3 tom i w ogóle nie wiem po co i dlaczego, czyli Szklany tron pani Maas. Reasumując - ja głupia. Bohaterka mnie denerwowała i może gdyby nie to ta historia byłaby nawet dobra. Ale niestety nie jestem osobą, która kontaktuje się z ludźmi których nie lubi. Więc nie czytam. Ale ja głupia - mam ochotę na Dwór cierni i róż, bo podobno lepszy. Może kupię w tym roku, zobaczymy. A jeśli czytaliście - piszcie co sądzicie o drugim cyklu od Maas!!





  • Podsumowanie - blog

Z bloga jestem najdumniejsza 💗 Prowadzę go od lutego. Odwiedziło mnie prawie 9000 osób i bardzo Wam za to dziękuję! Dziękuję 17 osobom, które obserwuję mnie na Google+ i prawie 50 osobom, które obserwują przez bloggera! Gdyby nie Wy nie byłoby mnie tu piszącej to. Dziękuję za wyświetlenia, za każdy komentarz, który motywował mnie do pisania. Gdyby nie Wy, nie nawiązałabym 6 współprac z autorami i wydawnictwem, z czego jestem najbardziej dumna. Nie sądziłam, że dokonam takich rzeczy w ciągu 1 roku prowadzenia bloga. Nie robiłam konkursów, które podbijają wyświetlenia i dodają obserwujących. Chciałam zobaczyć, czy spodoba się Wam to co mam do przekazania. Nie chciałam Was przekupować. I udało się. Wynik jest świetny więc brawo dla mnie i bloga jak i dla Was. Jeszcze raz wielkie dzięki!

Plany czytelnicze na 2018 rok:


Plany? Nigdy mi nie wychodzą. Ale robię dla Was wyjątek. Na pewno chcę dokończyć książki z 2017 roku, a mianowicie:


  • Drogę królów Brandona Sandersona



Zakupiłam Z mgły zrodzony i mam nadzieję, że czytając to wciągnę się w fantastykę Sandersona na tyle, żeby przebrnąć przez tę cegiełkę.





  • Nędzników Wiktora Hugo



Klasyki jakoś mało mnie przekonują, ale może dokończę w/w, gdy przeczytam inny klasyk - Hrabiego Monte Christo 😀






Oprócz dokończenia w/w pozycji mam nadzieję przeczytać większość książek, które już kupiłam. Mam plany kupować troszkę mniej niż w zeszłym roku, ale wtedy musiałam - zaplecze jakieś trzeba mieć!



Aha, muszę się wytłumaczyć z jeszcze jednej rzeczy. Bookhauli nie będzie dopóki się nie przeprowadzę. W aktualnym mieszkaniu nie mam warunków i dobrego tła do zbiorowych zdjęć, dlatego też może w lutym/marcu coś się dopiero pojawi. Ale jak się pojawi to będzie tam chyba ze 100 książek także będzie co oglądać 😀 So stay tuned.




A jak tam u Was? Jak wyglądał 2017 i jakie macie plany na 2018 rok? Piszcie!


PS. Tak jak pisałam wyżej, jeśli ktoś czytał Dwory to proszę, powiedzcie czy warto bardziej niż Szklany tron.

PS2. Wszystkie 3 dotychczas wydane Dwory już kupiłam (i pierwszy zaczęłam), ale przynajmniej pocieszcie mnie trochę, że będzie lepiej 😂


Mon.


sobota, 13 stycznia 2018

Harda - Elżbieta Cherezińska (37/2017)



Hej!


Witam Was serdecznie w tym nowym 2018 roku. Zaczął się dla mnie bardzo dobrze. Zaczynam się odnajdować w swoim życiu, jak i w książkach. Znowu zaczęłam regularnie czytać (dla potwierdzenia w jedno popołudnie w 4h przeczytałam pół książki Gerritsen), więc wracam również do Was. Dzisiaj recenzja książki przeczytanej jeszcze w poprzednim roku (dlatego 37/2017 w tytule postu), czyli Hardej Elżbiety Cherezińskiej. Jak widać troszkę mi się omsknęła data publikacji recenzji, ale już się zmusiłam do napisania jej, więc zakończmy poprzedni rok. Będzie jeszcze podsumowanie, ale jak na razie zapraszam na recenzję!





Zarys fabuły:


Świętosława, córka Mieszka I, wraz z bratem, Bolesławem Chrobrym, nie mają łatwego dzieciństwa. Trzeba podołać wymaganiom ojca i poddanych. Jednak Świętosława od zawsze była harda. Marzyła o zostaniu królową, która ma coś do powiedzenia w polityce, a nie jedynie uniżoną żoną króla, za którego wyda ją Mieszko. Na drodze staje jej jednak miłość jej życia. Jak skończy się ta historia? Czy będzie królową? Czy będzie żoną wybranka serca?


"- Harda jesteś, siostro! (...)"

Opinia:


...tego i więcej dowiecie się z książki 😀 Przenieśmy się do czasów, gdzie śluby to sojusze. Jesteś młodą dziewczyną, zakochującą się w pewnym przystojnym młodzianie (heh, słownictwo 💗), ale los nie pozwala Ci z nim być. Nie, inaczej - ojciec wydaje Cię za innego bo przecież jesteś rzeczą, którą się sprzedaje z zyskiem. Takie czasy. Borze, jak dobrze, że nie żyjemy już w tych czasach, mówiąc oczywiście o naszym terytorium. Książka napisana jest językiem stylizowanym na ten z czasów początków Państwa Polskiego. Początkowo można odczuwać lekki dyskomfort, ale po 20 stronach nasz mózg przestawia się na język zamierzchły i zaczynamy gadać jak popieprzeni 😊


"Są kobiety wieszczki, wiedźmy, szeptuchy,
zamawiaczki chorób, czarownice.
Są i czarodziejki, lecz te muszą być piękne."


Powieść zbudowana jest z akapitów (nie ma typowych rozdziałów), z których każdy z nich opowiada o wydarzeniach z perspektywy innego bohatera. Pozwala to na obiektywne ujęcie świata przedstawionego. Książka podzielona jest też na części - są to lata ukazujące Świętosławę w różnych okresach w życiu. Bohaterowie są stworzeni genialnie, jak i świat zobrazowany w powieści.

Lekka trudność może nastąpić przy kojarzeniu bohaterów. Co nam może pomóc? Świetnie rozrysowane drzewa genealogiczne rodów państw europejskich z tego okresu znajdujące się na końcu książki. Dlatego też z całego serca polecam wersję papierową, coby lepiej się orientować w sprawie "czyjżeś ty?!".


" - Pamiętajcie, że nie ma granic... Horyzont przesuwa się
za każdym razem, gdy dojdziecie do tego, 
co zdawało się kresem (...)"


Gdy weźmiecie do ręki tę książkę, wczytacie się w historię kobiety. Kobiety która nie chciała być tylko żoną. Chciała od życia czegoś więcej. Władzy. Jak możecie się domyślać, nie było jej łatwo w tych czasach, ale (nie spojleruję, bo wiadomo, że jest tom drugi o tytule Królowa - duża podpowiedź) udało jej się. A co jej się udało i w jaki sposób? To jest najciekawsze i tego Wam nie zdradzę. Powieść oprócz wątku obyczajowego miewa wartką akcję przejawiającą się np. w rabunkach na statkach. Każdy znajdzie coś dla siebie, mówię Wam.


Ocena: 9/10

"Zetnę każdą głowę, którą każesz, królu - powiedział Rafn,
czyszcząc topór po egzekucji niewolnika - ale nad kim
będziesz panował, gdy skończę?"

Książkę polecam miłośnikom historii. Dlaczego ja sięgnęłam po tę książkę? Bo w sumie mało wiemy o tych czasach, a autorka świetnie opisuje nam te czasy. Poza tym historia o silnej kobiecie - bierę! Zresztą, polecam każdemu. Jest to bardzo dobra książka o historii Polski. Dlatego warto.


Czytaliście? Jakie opinie? Piszcie!


Mon.

środa, 27 grudnia 2017

Porachunki - Wojciech Krusiński (36/2017)



Hej!


Nie było mnie miesiąc. Nie radzę sobie z pracą na pełen etat i to w stałych godzinach 😂 A tak serio to sobie radzę, ale weny na pisanie na blogu nie mam. Przestawiam Wam więc moje wypociny o fajnej książce, aczkolwiek krótkiej - Porachunkach Wojciecha Krusińskiego.





Zarys fabuły:


Dwunastoletni Adam, miłośnik komiksów, chce być jak wszyscy bohaterzy o których czyta - chce walczyć ze złem i być poważany. Gdy pewnego dnia widzi swoją koleżankę z klasy, którą nękają starsi koledzy, chce jej pomóc. Niestety, nie wyszło tak jak chciał. Więc postanowił zmienić swoje życie.

Opinia:

Gdy Pan Wojciech przesłał mi książkę, nie sądziłam, że będzie to coś wybitnego. Może i super wybitne nie jest (nie porównujmy tego do klasyków), ale na pewno godne uwagi (więc koło Mroza można już postawić).


Czytając powieść (około 200 stron więc leciutka lektura) nie czuje się, że pisał to mało znany autor. Język jest przejrzysty, zrozumiały i na poziomie. Pojawiają się wulgaryzmy, ale nie przesadzone, we właściwych miejscach. 


"(...) w tym wieku wyglądali jak mili, grzeczni,
niewinni chłopcy, którymi w końcu naprawdę byli.
Tyle tylko, że jeden z nich właśnie myślał nad tym,
w jaki sposób mógłby się zmienić. Na gorsze."



Historia opowiada o chłopcu, który zapatrzony w bohaterów z komiksów chce być taki jak oni. Gdy pomoc koleżance nie udaje się tak jakby chciał, zaczyna się jego przemiana. Zaczyna dojrzewać, nabierać odwagi. Wydaje mi się, że w pewnym momencie delikatnie przesadza z tą przemianą, ale to osądzić możecie jedynie czytając książkę. Pojawiają się bójki, nieplanowane sytuacje. Pod koniec historia staje się bardzo brutalna. Bardzo. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, bo mało kto spodziewa się tego po autorach początkujących.


Ocena: 8/10


Książkę bardzo polecam. Poprzez brutalność może polecę ją jednak (przede wszystkim) rodzicom niż dzieciom. A dlaczego rodzicom? Bo pięknie przedstawia zmiany zachodzące w nastolatku, których rodzic może nie zauważyć. Zawsze może to otworzyć oczy na pewne sprawy.



Za książkę serdecznie dziękuję Panu Wojciechowi Krusińskiemu!



Mon.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø (35/2017)




Hej!

Znowu dawno mnie nie było, ale miałam kilka spraw do załatwienia w związku ze zmianą pracy. Teraz będę pracować jak przystało na normalnego człowieka 8.00-16.00 (bo przecież ludzie w handlu to roboty i mają pracować w niedziele - nikogo to nie ima). Ale może pomińmy te tematy polityczne, bo ja tu nie o tym chciałam... A chciałam Wam co nieco poopowiadać (jeśli można tak to nazwać) o pierwszej z cyklu o Harrym Hole powieści od Jo Nesbø, czyli o Człowieku nietoperzu.





Zarys fabuły:

Norweski policjant Harry Hole zjawia się w Sydney, aby pomóc australijskiej policji w rozwiązaniu sprawy morderstwa jego rodaczki. Wydaje się, że to seryjny morderca. Policja próbuje znaleźć cechy łączące ofiary. Gdy giną kolejne osoby, nic do siebie nie pasuje i trop się urywa. Policjanci muszą zdążyć złapać mordercę (lub morderców) nim zginą kolejne osoby.



"- Przemoc jest jak coca-cola i biblia.
Należy do klasyki."


Opinia:

Harry zaraz po przyjeździe został sprowadzony do parteru. On miał tylko pomagać, a policja w Sydney miała się wszystkim zająć. Nie sądzicie, że bardzo miłe przywitanie? Ja wszystko rozumiem, ale nie rozumiem jak można tak potraktować gościa, który chce (albo musi) pomóc... Jakieś takie dziwne to dla mnie.

Ogólnie rzecz ujmując książka była... Trochę nudna? Przynajmniej do połowy. Nie wciągnęło mnie to tak super, żebym przeczytała ją w 2 dni i od razu ciachała recenzję. Połowa książki to wstęp, ta historia o człowieku nietoperzu oraz historia Australii. Co do opowiadania o Australii - wielki szacunek. Można "liznąć" trochę kultury, historii tego kraju, Aborygenów i białych oraz geografii kontynentu.



"Cóż, Australia to kraj, który chwali się, że zdołał
z wielu rozmaitych kultur stworzyć 
dobrze funkcjonujące społeczeństwo.
Ale dla kogo ono dobrze funkcjonuje? (...)
Biali wieszają sobie w domu sztukę aborygeńską
i już mają spokojne sumienie. Aborygenów natomiast
widać w kolejkach po zasiłek, w statystykach zabójstw
i więzieniach."



Noo i oczywiście typowy Harry, czyli typowy policjant książkowy - ma problemy i jest samotny. Ciekawe ile razy jeszcze przeczytam książkę z takim bohaterem. Autorzy, to się robi nudne!!!



"- I jaki z tego morał? (...)
- Że miłość to większe misterium niż śmierć. 
I że należy wystrzegać się węża."



Do teraz nie wiem co ten człowiek nietoperz miał wspólnego z historią. Jakoś mi to niestety nie zagrało. Mocno naciągane, albo ze mną jest coś nie tak 😁

Od połowy książka zaczyna się robić ciekawa. Opowieść staje się nietuzinkowa. Są niespodziewane zwroty akcji, ginie trochę osób. I co mi się bardzo podoba w tej książce, zakończenie książki znajduje się na 2 strony od końca powieści. A nie np. 30 stron do końca a my już znamy rozwiązanie sprawy - więc po kiego grzyba to dalej czytać...


Ocena: 6,5/10


Reasumując, stwierdzam iż przeczytam kolejne części z Harrym, bo mam nadzieję, że będą lepsze. Mam niestety takie przyzwyczajenie, że jak seria to czytam od początku, nawet gdy nie trzeba. Także, jeśli chcecie przeczytać tę książkę oraz całą serię, to zachęcam. Jeśli jednak chcecie tylko tę część przeczytać i na tym koniec - nie polecam.



Czytaliście? Jak Wasze wrażenia?


Mon.

czwartek, 9 listopada 2017

[PREMIEROWO] Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie - Janusz Leon Wiśniewski (34/2017)


Hej!


Miała to być recenzja przedpremierowa. No niestety jest już dwa dni po premierze... Ale nie ma tego złego, co by na dobre itd... Bo Wszystkie moje kobiety to książka szczególna, a opóźnienie każdy wybaczy.






Zarys fabuły:

Jest to historia polskiego matematyka, który budzi się na szpitalnym łóżku w Amsterdamie. Okazuje się, że był w śpiączce pół roku. Mięśnie nie pozwalają mu chodzić. Opiekuje się nim siostra Laurencja oraz wykwalifikowani lekarze. W samotności zaczyna rozpamiętywać i rozmyślać nad swoimi relacjami z kobietami i nad swoim życiem.



" Według niego miłość ma dwa stany: fazę odurzającego zakochania,
 zdominowanego romantyczną namiętnością i intensywnym
 pożądaniem, oraz fazę głębokiej przyjaźni splecionej
 z erotyką i dotrzymywaniem wierności, 
co niekiedy jest mozolne i trudne. 
Skoro po pierwszej fazie pojawia się wyłącznie pustka i nuda,
 to miłości nie ma. Ani słabszej, ani mocnej. Nie ma żadnej."



Opinia:

Literatura współczesna. Jakieś kilka dni temu nie wiedziałam czym się w ogóle charakteryzuje ten gatunek. Przeczytałam: nostalgia. Mówię: "No ładnie, ale się wpakowałam". A to recenzencki egzemplarz. Przeczytać trzeba, a nawet należy, bo tego wymaga kultura. I się zdziwiłam. I to bardzo. Bo to świetna książka jest.


Książka opowiada o problemach człowieka, z którymi nikt nie chce się zmagać. Mówi o strachu przed samotnością, starością, niedołęstwem. Jest to historia faceta, którego (jak chyba wszystkich) dopada nagłe przemyślenie i przewartościowanie swojego życia w obliczu choroby lub śmierci na łóżku szpitalnym. Książka mówi, że mimo, iż wydaje nam się, że jesteśmy samotni, zawsze jest ktoś kto nas kocha lub wspomina, choć może czasem duma nie pozwala mu nas odwiedzić.



"Samotność wcale nie zaczyna się od tego, 
że nikt nie czeka na Ciebie w domu.
Samotność zaczyna się wówczas,
kiedy pierwszy raz odczujesz pragnienie,
aby czekał tam na ciebie ktoś zupełnie inny"



Po Amerykańskich bogach, czyli typowej fikcji i niesłychanych zdarzeniach fajnie czytało mi się coś życiowego. Tak jak napisałam, nigdy nie czytałam nic z tego gatunku, ale pan Wiśniewski mnie do tego gatunku szczerze przekonał. Książka bardzo daje do myślenia, ale chyba taki był zamysł. Jest napisana bardzo przystępnym językiem (bywają też wulgaryzmy - jak to w życiu). Autor genialnie zmienia tematy. Czyta się tego jakby słuchało się najlepszego przyjaciela, którego nie widzieliśmy dawno, a koniecznie chce nam opowiedzieć wszystko co mu się ostatnio przydarzyło.

Ale, jak to bywa, super cukierkowo nie może być. Może nie to, że mi się pewne fakty nie podobały, co bardziej dziwiły. Jest to historia faceta, która opowiada również o jego kobietach (pomijając, że każda miała duże piersi) uważających go za bóstwo, zakochujących się od pierwszego wejrzenia i wchodzących mu do łóżka natychmiast. Dziwne było to, że każdy nieznajomy nawet, zwierzał mu się ze swojej historii w monologu na kilka stron. Ba! Nawet nieśmiałe osoby opowiadały mu o sobie bardzo obszernie. Ja raczej do nowo poznanej osoby nie mówię co mi się przytrafiło przez całe życie... Ale mniejsza z tym.



"Życie bez czekającej na niego kobiety - 
(...) faktycznie wszystkie jego kobiety 
nieustannie na niego czekały - było jak
pobyt w poczekalni do nowego życia"


Ocena: 9/10


Książkę jak najbardziej polecam wszystkim. Być może zagorzali fani sci-fi lub fantastyki się tu nie odnajdą, ale ja też nie miałam do czynienia z tego typu tekstami, a książka spodobała mi się bardzo. Myślę, że warto spróbować!


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!


Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo znak

Mon.



Czytaliście już? Jak wrażenia? A może przekonałam Was do przeczytania? Piszcie!