Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 listopada 2017

Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman (33/2017)


Hej!



Dzisiaj post z serii SERIAL CZY KSIĄŻKA. A może ani to ani to. Pierwsze co muszę przyznać tej książce - wydanie jest przepiękneeee! 💗 Przednia okładka się palcuje trochę, ale da się z tym żyć. Ale my chyba tu nie tylko o tym. Treść jest najważniejsza. A jak z tą treścią? Zapraszam do czytania. 😊



Zarys fabuły:


Cień siedzi w więzieniu. Na kilka dni przed wyjściem dowiaduje się o śmierci swojej żony. Wracając do domu poznaje Wednesdaya, który wie o nim wszystko. Proponuje mu pracę. Sceptycznie nastawiony Cień zgadza się jednak na podjęcie współpracy. To będzie dla nich długa droga przez Stany...


"- Nie nazywaj człowieka szczęśliwym, póki żyje (...)"


Opinia:


Cóż mogę powiedzieć o plusach książki.... Otóż na pewno jest to okładka. Iiiii ostatnie 30 stron. Tak. I to by było na tyle akcji. Akcja w tej książce to ostatnie 30 stron. Natomiast motyw z obrabowaniem banku przez Wednesdaya i Cienia? Majstersztyk. Sama bym tego lepiej nie wymyśliła. To był plus tej książki. Kolejny to rozdział zaczynający się na stronie 323 w/w wydania. Opisuje ile cierpienia jest na świecie, ale nie może nas to za bardzo obchodzić, bo jednak na swój sposób chcemy być szczęśliwi. Trochę pożałujemy tych którym się nie udało, ale w spokoju jemy obiad z rodziną. Bardzo dobitny i prawdziwy tekst, dający do myślenia, zupełnie inny od tej całej wartkiej akcji...



"Tak właśnie żyjemy: rozmawiamy, poruszamy się, funkcjonujemy
dzień za dniem, nieczuli na ból i cierpienie innych. Gdyby się do nas
przebiło, okaleczyłoby nas albo przemieniło w świętych,
ale zwykle go nie czujemy. Nie możemy na to pozwolić."



Nie rozumiem zachwytu nad książką. Toż to nudne jak flaki z olejem. Uwierzcie mi, że dla mnie spanie w ciągu dnia to strata czasu i mój organizm nie robi takich rzeczy. A tutaj - przeczytałam 5 stron (dosłownie) i spałam jak zabita. I tak kilka razy. W międzyczasie przeczytałam książkę Menkella i zaczęłam Cherezińskiej, dlatego tak długo Amerykańscy bogowie  wisieli mi na blogu w "Teraz czytam". Męczyłam tę książkę i w sumie gdyby nie serial, nic do momentu pisania tej recenzji bym nie pamiętała. Akcja się wlokła... Ja usypiałam. Nic mnie tam nie porwało. A propos porwań. Był tak wątek o porywaniu dzieci. Znikały i nikt nie wiedział gdzie. Zapowiedź z tyłu mówi nam, że to będzie dość ważna część książki. Ta. W jednym rozdziale trochę o tym kto i jak się zagubił, a na koniec książki, że jakoś cudownie Cień wpadł na rozwiązanie zagadki. Wsio. No przecież ludzie, dajcie żyć. Wydanie jest piękne, ale tak mnie umęczyła ta książka... Tak żałuję, że pomyślałam w ogóle żeby ją kupić... Masakra.


Ocena: 5/10


Nie polecam książki. Tyle. Szkoda czasu według mnie. To ona spowodowała, że przestało mi się chcieć w ogóle czytać... Miesiąc mnie nie było na blogu... To mówi samo za siebie.




Książka czy serial?


Jako, że książka jest do bani - serial może być tylko lepszy. Nie wiem co produkcja serialu brała, ale ja czytając tę książkę, w życiu nie wyobrażałam sobie czegoś takiego, co oni pokazali. W każdym razie powinni się podzielić tym z czytelnikami książki. Na pewno pomoże. Co do serialu - przystojny pan Cień 😀






Aktorzy są dobrze dobrani. Wszystkie efekty specjalnie też jak najbardziej na plus. Bardzo podobał mi się odcinek pokazujący związek Laury i Cienia. Jej życie, gdy Cień był w więzieniu, i życie po życiu. Jeśli jednak chodzi o całość - szału nie ma, bo jednak jest to na podstawie książki, a książka mi się nie podobała... Może obejrzę drugi sezon, może nie. Mam mieszane uczucia. Nie mam pojęcia czy Wam polecić ten serial... Trochę dziwny, ale może Wam się spodoba. Decyzja należy do Was. Niestety, ja nie będę z niecierpliwością czekać na kontynuację. Jest dużo lepszych seriali do obejrzenia.


Już niedługo na blogu będzie przedpremierowa recenzja, wyczekujcie! 😁



Mon.


Czytaliście książkę? Oglądaliście serial? Jak wrażenia? Piszcie!



środa, 16 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Zaklinacz ognia - Cinda Williams Chima (28/2017)



Hej!


Dzisiaj na blogu moja pierwsza przedpremierowa recenzja. Powiem Wam, jak na razie udają mi się współprace, bo jeszcze nic słabego do recenzji nie dostałam. Co sądzę o Zaklinaczu ognia i dlaczego myślę inaczej niż inni?






Zarys fabuły:


Adrian, syn Wielkiego Maga zostaje napadnięty w ciemnej uliczce, co skutkuje zabiciem jego ojca. Opuszcza rodzinne strony, aby doskonalić się jako uzdrowiciel. Sądzi, że za zasadzką stoi okrutny król Ardenu - Gerard. Jenna pracuje na kopalni. Przybycie króla Gerarda zmienia jej życie i nastawienie do świata. Dodatkowo tajemnicze znamię na karku nie daje jej spokoju. Ich losy splatają się na ardeńskim dworze. Czy uda im się zemścić na Gerardzie?


Opinia:


Bardzo sceptycznie podchodziłam do tej książki. Tyle recenzji, że książka jest słaba, i że w ogóle Szklany tron tylko gorszy. Wolałam siedzieć na blogach i czytać takie recenzje, niż sama się przekonać czy może jednak mi się to spodoba. Dlatego lubię coś co się nazywa "deadline" oraz "nie ma nic za darmo", które zmusiły mnie do przeczytania tej książki.


Może zacznę od okładki. Rzadko to robię, ale tutaj muszę nadmienić, że okładka to jest w ogóle cudo. Aha, muszę zaznaczyć że nienawidzę Szklanego tronu i już. I tak będzie, więc dla mnie to co widzę teraz jest lepsze. Po pierwsze skrzydełka książki są mega bo wcale nie czuje się, jakby książka była w miękkiej oprawie. Ba! Nawet papier z którego zrobiono okładkę trudno jest zgiąć. Poza tym najważniejsze - prościutki brzeg. Niezłamany. Ja jak czytam muszę to robić wygodnie, więc gdy mam w ręku książkę w miękkiej okładce grzbiet zawsze woła o pomstę do nieba (nie bijcie). A tu? Rozginam książkę a grzbiet nic. Jak z betonu. Szacun. Dodatkowo lśniąca okładka 💗


"-Umrzeć jest łatwo, magiku. - Taliesin pogładziła go
po głowie. - Utrzymać się przy życiu to prawdziwe
wyzwanie."


Ale dość już o okładce, przejdźmy do ważniejszych rzeczy. Ja się po prostu boję do tego przyznać teraz, żeby mi nikt nie napisał, że wydaję dobrą opinię, żeby wydawnictwa chciały ze mną współpracować... Nie. Ta książka naprawdę była fajna. Czytam w międzyczasie Drogę królów i mam porównanie książek fantastycznych. Drażni mnie w tej cegle od Sandersona, że nie zawsze wszystkie nowe słowa, postaci, zwierzęta i whatever są wyjaśnione. I zamiast zaznaczać super cytaty, to zaznaczam kto jest kim i gdzie się pojawił po raz pierwszy. A i tak mało z tego czaję. Tutaj autorka każde nowe słowo bądź inne rzeczy wyjaśnia nam od razu, tak że nie czujemy się imbecylami, że nie ogarniamy o co chodzi.


"-(...) Myślę, że Tourant był głupi. Dla nas to lepiej,
że wpadł do rzeki, zanim zdążył się rozmnożyć."


Wiele opinii głosi, że w tej książce nie ma akcji. No muszę to przyznać, nie znajdziecie tu bitew niczym w Grze o tron (chociaż wybuchy czasem są, no i są smoki). A to tylko dlatego, że jest to raczej książka oparta na intrygach, na podstępach i knuciu przeciwko złemu królowi. Zaskoczyło mnie zakończenie. Nie wiem czy pozytywnie. Typowy happy end, więc zastanawiam się jak autorka pociągnie kolejną część i co tam wymyśli.


Biorąc książkę do ręki wiedziałam, że to młodzieżówka. Sobie myślę, że jak mi dadzą wątek miłosny jak w Szklanym to tym walnę o ścianę i na tym się skończy. A tu proszę ja Was, żadnych zbędnych myśli czy kocha czy nie kocha. Jest dwoje ludzi (czy tam nastolatków), jest pożądanie, są pocałunki, jest coś więcej i tyle. A nie rozmyślania czy on mnie jeszcze kocha czy... W każdym razie OMG. Ale czego o mnie nie wiecie? Uwielbiam seriale wenezuelskie oglądać. A wątków romantycznych w książkach nie cierpię. Nie pytajcie dlaczego, bo nikt Wam nie odpowie 😀


"- Nadziei nie da się ujarzmić regułami ani wcisnąć
pod but przykrych doświadczeń. To błogosławieństwo
i przekleństwo zarazem. (...)"


Ogólnie, żeby nie było tak cukierkowo... Wiele jest w tej książce nawiązań do Szklanego i Gry o tron. Nawet do naszego świata (np. Zatoka Bastońska - pewnie niedaleko Bostonu). Mnie to natomiast nie przeszkadzało, ważne żeby lekko się czytało. [Częstochowskie rymy na propsie 😀] Mało rozbudowany świat, ale już wyżej wspomniałam, że jeśli o mnie chodzi to w prostocie siła.



Ocena: 7,5/10


I teraz najważniejsze, książkę z czystym sercem polecam. Nie znajdziecie tu pościgów na koniach i mordobić. A nie, czekaj, mordobicia były. Pościgów nie było... Znajdziecie tu intrygi i smoki i magię i w ogóle inne  fajne rzeczy. Nie polecam, gdy ktoś musi w książce mieć akcję od pierwszej do ostatniej strony oraz uwielbia super rozbudowany świat stworzony od podstaw. Ogólnie książka lekka, idealna na te upały (bo nie trzeba tyle myśleć co przy Drodze królów!).



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive!




Mon.


Nie będę pytać czy czytaliście skoro jutro premiera, a więc kto czytał - zapraszam do komentowania! 😀


wtorek, 6 czerwca 2017

Esencja - Krzysztof Bonk (21/2017)


Hej!


Jakie było moje zaskoczenie, gdy Pan Krzysztof do mnie napisał! Ja, mało znacząca blogerka książkowa i współpraca?! Z taką małą popularnością bloga?! A jednak!

Moja pierwsza współpraca jest fantastyczna, a to z tego względu, że Pan Krzysztof przysłał mi Esencję, która jest fantastyką samą w sobie. 







Zarys fabuły:

Set, który dawno temu stracił wszystko na czym mu zależało, ma szansę to odzyskać. A to za sprawą nieznanej mocy, która czasami przejmuje mu ciało i umysł. Moc ta ma na imię Lili. Warunkiem odzyskania przez Seta to co stracone, jest wędrówka w wyznaczonym przez Lili kierunku.
Zez, młoda złodziejka chce uciec od swojego dotychczasowego życia. Nie udaje jej się to, trafia do więzienia, gdzie filetowanie to ostatni etap kary. Cud jednak sprawia, że staje się córką cesarza.
Generał Fed, mądry i utalentowany strateg podejmuje się dowodzenia w nierównej walce.
Wszyscy trzej bohaterowie w pewnym momencie się spotykają. Co ich łączy? Czym jest esencja umysłu i esencja serca?



" - Nie posiadam postaci, ty natomiast posiadasz w sercu moją esencję.
Dzięki temu manifestuję swoją wolę w przestrzeni twego umysłu
i panuję nad twoim ciałem. Tyle.(...)"


Opinia:

No powiem Wam, że się nie spodziewałam. Zazwyczaj sięgam po książki znanych autorów, żeby się zbytnio nie zawieść. Wiadomo, że nie każdemu się to samo podoba, ale dla przykładu Kinga lubi wiele osób, bo ma do tego podstawy. Obawiałam się tej książki. Dawno nie miałam w ręce fantastyki, może też dlatego. Jestem zaskoczona, oczywiście pozytywnie.

Bardzo podobał mi się świat stworzony przez autora od podstaw. Świat podzielony na nietypowe kontynenty, świat z magią. Czas, w jakim osadzona jest fabuła książki, wydaje się być średniowieczem, czasem też okresem mniej nam odległym, ale ciężko jednoznacznie to stwierdzić przez wzgląd na  wszechobecną nadprzyrodzoność. W powieści występuje wiele ciekawych opisów bitew, co powoduje, że akcja jest dość szybka. Humor sprawia, że pozycja jest czysto rozrywkowa, nie męczy czytelnika. Książka sama w sobie przypomina mi troszkę Grę o tron, przy czym mogę mówić jedynie w kontekście serialu, bo książki nadal przede mną. George R.R. Martin też podzielił rozdziały na bohaterów, stworzył świat podobny do naszego, ale jednak bardziej magiczny. Dodatkowo bohaterowie również się spotykają. Jak widzicie, mimo, że autor jest mało znany, nie znaczy to, że jego twórczość jest gorsza. Książka ma przesłanie. Nie mogę Wam zdradzić jakie, zresztą chyba chodzi o to, żeby każdy je znalazł.


"Klapki na oczach, zatyczki w uszach,
okropieństwa wojny to mit słabych ludzi"


Przyczepić się muszę jedynie do kontrastu języka, jaki używa narrator (absolutnie wysublimowany), a jaki czasem używają bohaterowie (wulgarny). Nie przeszkadzają mi "kurwy" w książkach, ale język narratora jest tak poprawny i ładny, że dialogi czasem nie pasują (gryzą się). Dodatkowo wydanie papierowe, choć ładne, zawiera (o zgrozo!) białe strony, przez co po 30 stronach oczy chcą wyjść z orbit. Książkę chce się czytać, ale białe strony nie pozwalają 😁 Ale! Książka ma też wydanie ebookowe, więc bez obaw 😁


Ocena: 8/10


Książkę mogę serdecznie polecić wszystkim miłośnikom fantastyki i polskich autorów. Świetna książka, wciągająca, zakończenie spaja całą powieść - super. Jednak nie polecam książki osobom, które nie lubią wulgaryzmów w powieściach (choć nie jest ich przesadnie dużo).


Mon.



Za książkę dziękuję bardzo autorowi - Panu Krzysztofowi Bonkowi!





PS. W przygotowaniu podsumowanie maja i plany na czerwiec oraz bookhaul, także wyczekujcie. No i znowu nie wiem co mam czytać 😂 Tyle mam książek, że nie wiem... Tak. Problemy pierwszego świata 💗

piątek, 21 kwietnia 2017

Królowie Dary - Ken Liu (14/2017)


Hej!


Dziś recenzja 1 tomu cyklu Pod sztandarem Dzikiego Kwiatu, czyli Królów Dary Kena Liu. Niedawno wyszła 2 część, więc stwierdziłam, że może warto pierwszą przeczytać. Tym bardziej, że jak wspominałam w ostatnim bookhaulu, kosztowała całe 12,50 zł na mestro.pl. Niestety teraz kosztuje więcej, z wiadomych przyczyn. Chcecie wiedzieć co myślę o tej książce? Zapraszam do lektury 😊



ken liu


"Słowa potrafiły być o wiele bardziej przekonujące,
gdy spierała je siła miecza"



Zarys fabuły:

Opowieść zaczyna się, gdy cesarzem Wysp Dary jest Mepidere, który wojnami zdobył władzę. Poznajemy wtedy młodych - Kuniego Garu i Matę Zyndu. Stali się później niejakim symbolem rewolucji, która wybuchła na Wyspach. Ludziom pod rządami Mepiderego żyło się źle, niedostatnio. Garu i Zyndu postanowili więc wyzwolić swoje ojczyste ziemie spod rządów złego cesarza. Czy rebelia się uda, co będzie dalej z naszymi bohaterami?



"Cicho braciszku. Łatwo jest dwóm mężczyznom
być sobie bliskimi jak bracia, kiedy są
biedni i nieszczęśliwi, jednak o wiele trudniej,
gdy sprawy mają się dobrze.
Przyjaciele nigdy nie są sobie tak bliscy
jak rodzina"


Opinia:

Bardzo podobała mi się mapa Wysp Dary. Szkoda tylko, że północ jest po prawej 😂 Czytając książkę zawitamy do każdego zakątka, jaki mamy rozrysowany na mapce, co się chwali autorowi. Mapa była fajna i to tyle. Świat wykreowany (albo nawet NIEwykreowany) różnił się od naszego tylko tym, że bogowie zawitali na ziemię i mieszali w życiu bohaterów. Chciałabym tu porównać Liu do Sandersona, ale czytałam tylko po jednej książce każdego z autorów, więc możliwe, że po prostu za mało wiem, więc się nie wypowiem.

W książce jest tylu bohaterów, że Liu musiał z tyłu na wklejce zrobić listę najważniejszych. MUSIAŁ, bo nikt (no, może większość czytelników) w życiu nie ogarnąłby kto jest kim i dlaczego jest wspominany... Głównie przez to, że każdy rozdział/podrozdział opowiada o kimś innym i o innych wydarzeniach. Bardzo mnie to denerwowało szczerze mówiąc. Nazwy wysp, miast + bohaterów są dziwne. Trudno było mi je zapamiętać, więc co chwilę się rozpraszałam i patrzyłam czy to miasto (czyli na wklejkę z przodu), czy to bohater (czyli na wklejkę z tyłu). Potem wracałam na strony książki i nie wiedziałam gdzie skończyłam czytać... Porażka.


"Nie tak miał wyglądać ten świat. Może nadszedł czas,
by bardowie opowiedzieli nową historię"


Zupełnie inna fantastyka od serii Szklanego tronu. Książka ma przesłanie, wiele pouczających cytatów, mądrości. Bóg, honor, ojczyzna. W tej powieści kierują się tym nie tylko mężczyźni, ale także kobiety. Ta książka uczy. Uczy pokory, uczy lojalności, odwagi, braterstwa. Przy każdej nowej postaci pojawia się ktoś, kto naprowadził ją na właściwą ścieżkę - czy to jakimiś przypowieściami, czy prawdami życiowymi. Bohaterowie popełniają tu błędy, ale starają się je naprawiać. Powieść jest specyficzna. To raczej nie jest rozrywka, jak na przykład książki Mroza, przy których można się zrelaksować i dobrze bawić. Tutaj trzeba intensywnie myśleć i pamiętać wszystkie znaczące nazwy/imiona, a na prawdę nie jest ich mało.

Właśnie może dlatego nie mogłam się w nią wciągnąć. Jakoś ostatnio raczej potrzebuję rozrywki (to pewnie przez pracę), a nie myślenia kim jest ten i ten, a gdzie to się dzieje i w ogóle te całe mądrości życiowe. Czytałam ją baaardzo długo. Wyznaczyłam sobie nagrodę za przeczytanie tej książki - czytanie Zaginięcia Mroza haha 😀 Patrzcie, do czego to dochodzi... Jakie to nagrody muszą być za przeczytanie książki 😂


Ocena: 7/10

Reasumując, nie podeszła mi ta opowieść. Są zwroty akcji, intrygi, ingerencja bogów - fajna i w sumie na tym się kończy. Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad tą pozycją 😕 MOŻĘ kiedyś skuszę się na kontynuację, ale na razie o tym nie myślę. Mam nadzieję, że chociaż Droga Królów mnie nie zawiedzie.


Pozdrawiam,
Mon.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Dziedzictwo ognia - Sarah J. Maas (12/2017)


Hej,


dzisiaj mam dla Was długo wyczekiwaną (heh) recenzję Dziedzictwa ognia, czyli 3 tomu Szklanego tronu. Cóż się będę rozpisywać, zapraszam do lektury 😀 Recenzja nie będzie długa, ale będzie dosadna.



Zarys fabuły:

Cealena próbuje dostać się do Doranelle, do swojej ciotki Meave. Po drodze musi zmierzyć się z siłą, którą w sobie nosi. Poznaje Rowana. Czarownice też tam mają jakiś swój wątek.


I tak szczerze? Nie chcąc spojlerować tylko tyle mogę napisać z tego co pamiętam. Bo naprawdę więcej nic się nie działo. Kompletnie.


Opinia:

Ostatni raz biorę się za którąś z części Szklanego tronu. Czytałam tę książkę 2 tygodnie. Masakra jakaś. O ile w Koronie w mroku zaczyna się coś dziać w połowie, to tu na ostatnich 100 stronach. Miałam nadzieję, że będzie wielki rozpierdol, bo takie recenzje czytałam. Euforia normalnie. No, jakby to powiedzieć, nie. Nigdy w życiu. Po prostu, nie czytajcie tego. 


Ocena: 5/10

Może młodzieżowe fantasy nie jest dla mnie i nie czuję tego klimatu? Nie wiem. Gdybym była kiedyś taka głupia i wzięła się za Dwór cierni i róż tejże autorki to przysięgam sobie, że gdy mnie nie wciągnie to po prostu nie będę się męczyć...


I tym optymistycznym akcentem kończę tę długo wyczekiwaną, krótką recenzję 😂


Pozdrawiam,

Mon.

środa, 15 marca 2017

Dusza cesarza - Brandon Sanderson (10/2017)


Hej,


dzisiaj mam dla Was recenzję książki Brandona Sandersona. Nigdy nie miałam styczności z jego twórczością, a branie się za Drogę królów (960 stron) trochę mnie przerażało. Nie chciałam odłożyć książki nieprzeczytanej do końca. Słyszałam dużo dobrych opinii na temat twórczości tego autora. Poza tym  oceny i liczba czytelników na Lubimy Czytać mówią same za siebie.  Dlatego wybrałam Duszę cesarza - króciutka książka (120 stron), która jest oddzielną książką (tak mówił P42), Lubimy Czytać mówi, śe to tom 1.5 cyklu Elentris. Nie wiadomo komu wierzyć, ale to nie jest ważne 😉 Czytałam komentarze, że książka nie nawiązuje do cyklu i stwierdziłam, że to jest to 😁 Z czytaniem jestem jak Remigiusz Mróz. On nie pisze całego cyklu od razu, nie pracuje non stop nad tym samym. Ja kryminały i inne muszę zmieniać na fantastykę, bo zwariuję 😁





Zarys fabuły:

Shai, Fałszerka, zostaje złapana na gorącym uczynku. Skazana zostaje na śmierć. Tak się składa, że kilka dni temu został napadnięty Cesarz Ashravan. Naprawiono go, ale nie potrafiono dać mu duszy, Tym miała zająć się właśnie Shai, aby odzyskać wolność.


Opinia:


Co? Jak to naprawiono? Jak to nie potrafiono mu dać duszy? Dać duszy? Tak, Dobrze czytacie. A teraz do samego autora: Rany boskie, Sanderson! Świat który potrafiłeś stworzyć, mistrzostwo! Co Ty bierzesz? 😁 Fałszowanie rzeczy i duszy? Serio? Jeśli inne jego książki są lepsze... To szacunek.

Motyw troszkę jak w Szklanym tronie. Bohaterka niezbyt dobrze się zachowuje - zostaje pojmana, po czym ma szansę na odkupienie win. Jest Fałszerką i jest najlepsza na świecie w tym co robi. Fałszerze fałszują (heh, masło maślane) nie tylko rzeczy, ale także dusze. Zakończenie inne niż w Szklanym tronie, dlatego też bardziej nieprzewidywalne.

Fajna odskocznia od realnego świata, procesów i innych takich. I naprawdę genialnie napisana. Polecam bardzo bardzo bardzo, tym bardziej, że jest krótka. Przeczytałam ją może w 4h.

Ocena: 9/10

Sanderson mnie do siebie przekonał. Na pewno wrócę do jego twórczości. Oczywiście jak tylko przeczytam milion innych książek, które przeczytać muszę 😁


Pozdrawiam,

Mon.

poniedziałek, 6 marca 2017

Korona w mroku - Sarah J. Maas - cz. II (8/2017)


Hej,

Jak zapewne pamiętacie, napisałam już recenzję tej książki. Znaczy się połowy tej książki. Pierwszej połowy. Zjechałam ją tam wtedy z góry na dół. Miałam rację. W połowie... A mowa tu o Koronie w mroku, czyli drugim tomie Szklanego tronu. Dokończyłam ją za sprawą komentarza Lottie z Krainy mola książkowego, którą serdecznie pozdrawiam i dziękuję za zachęcenie do kolejnych części 😀 Musiałam dokończyć tę część, by czytać kolejne... To dlatego 😂






Niesamowite jest to, że przestałam ją czytać (i tym samym stwierdziłam, że napiszę post) akurat na tej stronie, na której główna akcja książki się zaczęła. W tym poście muszę Wam niestety SPOJLEROWAĆ (!!!), bo wtedy nie miałabym nic do napisania, chociaż w miarę moich możliwości postaram się nie spojlerować za bardzo 😀


Zarys fabuły:

Od połowy zaczynają się dziać rzeczy niemożliwe wręcz. Ginie księżniczka. Magia w zamku znowu się pojawia. Chaol zostaje porwany. Wychodzą na jaw zaskakujące rzeczy. Osoba, którą Cealena miała zabić... No nie nadaje się do zabicia, bo podejmuje działania w słusznej sprawie - i pytanie czy na pewno? Król ma powiązania z magią. Nooooo, dzieje się!


Opinia:

Druga połowa książki zaczęła się akcją. Dokładnie tam gdzie skończyłam czytać. W ogóle tego nie skomentuję. Niedługo później (ok. 5 stron), pojawia się szok i niedowierzanie. Wiecie, to jak w Grze o tron, myślicie, że fajnych, głównych bohaterów nie mogą uśmiercić. No właśnie, że mogą... Przywiązujesz się do bohatera, a tu nagle jebs. Na szczęście dla mnie w połowie kończy się pewien wątek miłosny i zaczyna się akcja z magią. Nie dotyczy ona jednak tylko Cealeny i to dobrze, bo dziwnie by było gdyby tylko ona, jedna, jedyna, natchniona miała z nią coś wspólnego. Magię lubię - fajnie. Końcówka zaskakuje baaaaardzo. Baaardzo. Ten tom od poprzedniego różni się tym, że mamy tu na końcu nawiązanie do następnego tomu. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Mam nadzieję, że pierwsza połowa będzie lepsza niż tutaj 😀


Ocena: 6/10
(powiedzmy, że to ta średnia z drugiej części i z pierwszej, gdzie dałam ocenę -100000000/10 😂)



Pozdrawiam,
Mon.

wtorek, 7 lutego 2017

Szklany tron - Sarah J. Maas (2/2017)

Hej,
jak już wiecie, jestem miłośniczką kryminałów. Jakież to zaskoczenie musi dla Was być, skoro już drugą opisywaną przeze mnie książką będzie książka o tematyce fantastycznej (!) 👍

Oprócz cyklu z Harrym Potterem (my love 💗), z fantastyki przeczytałam jeszcze Zmierzch (no nie ma się czym chwalić, wiem). Tak więc marny ze mnie miłośnik fantasy. A tu zaskoczenie, polubiłam się z fantasy. Chciałam zacząć od czegoś sprawdzonego, co spodobało się większości Youtuberów, tak więc padło na Szklany tron Sarah J. Maas.

http://www.empik.com/szklany-tron-maas-sarah-j,p1075133022,ksiazka-p

Btw piękna okładka, ale tak jak mówił P42, w ogóle nie pasuje do tego co jest w środku 😀 No, ale do rzeczy. Poznajemy najlepszą zabójczynię w Adarlanie, która została ukarana za swoje niecne czyny pracą w kopalni soli w Endovier. Celaena Sardothien otrzymuje od księcia Doriana propozycję zostania obrończynią króla Adarlanu w zamian za wolność. Przystępuje do turnieju i jest szkolona przez "szefunia" gwardii królewskiej - Chaola. W niewyjaśnionych okolicznościach giną uczestnicy turnieju, a przy ich ciałach widnieją tajemnicze magiczne znaki...


Mamy tu trójkąt miłosny. Mamy klimaty Gry o Tron. Mamy młodą, inteligentną dziewczynę i przystojnego księcia. Mamy wątek kryminalny i mamy też magię.



Opinia:



Nie myślałam, że tak bardzo przekonam się do książek fantasy! Klimaty średniowieczne, magiczne to zdecydowanie coś dla mnie. Książka zaskakuje od pierwszych stron, nie jest w ogóle nudno. Być może dlatego, że główna bohaterka ma charakter, nie jest bezpłciowa. Dlatego też wątek miłosny nie przeszkadzał mi tu zbytnio. Świetnie wykreowany świat, magia, zabójstwa, walka - no ogólnie mega. No i Dorian 💗 Znowu polecam gorąco, bo warto. Jak widzicie, nawet zapalony czytelnik kryminałów może zaprzyjaźnić się z fantasy.



Ocena: 9/10



Na pewno przeczytam kolejne tomy, ale jak na razie wrócę do mojej klasyki - kryminałów. I znowu postawię na Polskiego autora. Jakiego? To na razie tajemnica 😉



Pozdrawiam,
Mon