Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminały. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 listopada 2017

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø (35/2017)




Hej!

Znowu dawno mnie nie było, ale miałam kilka spraw do załatwienia w związku ze zmianą pracy. Teraz będę pracować jak przystało na normalnego człowieka 8.00-16.00 (bo przecież ludzie w handlu to roboty i mają pracować w niedziele - nikogo to nie ima). Ale może pomińmy te tematy polityczne, bo ja tu nie o tym chciałam... A chciałam Wam co nieco poopowiadać (jeśli można tak to nazwać) o pierwszej z cyklu o Harrym Hole powieści od Jo Nesbø, czyli o Człowieku nietoperzu.





Zarys fabuły:

Norweski policjant Harry Hole zjawia się w Sydney, aby pomóc australijskiej policji w rozwiązaniu sprawy morderstwa jego rodaczki. Wydaje się, że to seryjny morderca. Policja próbuje znaleźć cechy łączące ofiary. Gdy giną kolejne osoby, nic do siebie nie pasuje i trop się urywa. Policjanci muszą zdążyć złapać mordercę (lub morderców) nim zginą kolejne osoby.



"- Przemoc jest jak coca-cola i biblia.
Należy do klasyki."


Opinia:

Harry zaraz po przyjeździe został sprowadzony do parteru. On miał tylko pomagać, a policja w Sydney miała się wszystkim zająć. Nie sądzicie, że bardzo miłe przywitanie? Ja wszystko rozumiem, ale nie rozumiem jak można tak potraktować gościa, który chce (albo musi) pomóc... Jakieś takie dziwne to dla mnie.

Ogólnie rzecz ujmując książka była... Trochę nudna? Przynajmniej do połowy. Nie wciągnęło mnie to tak super, żebym przeczytała ją w 2 dni i od razu ciachała recenzję. Połowa książki to wstęp, ta historia o człowieku nietoperzu oraz historia Australii. Co do opowiadania o Australii - wielki szacunek. Można "liznąć" trochę kultury, historii tego kraju, Aborygenów i białych oraz geografii kontynentu.



"Cóż, Australia to kraj, który chwali się, że zdołał
z wielu rozmaitych kultur stworzyć 
dobrze funkcjonujące społeczeństwo.
Ale dla kogo ono dobrze funkcjonuje? (...)
Biali wieszają sobie w domu sztukę aborygeńską
i już mają spokojne sumienie. Aborygenów natomiast
widać w kolejkach po zasiłek, w statystykach zabójstw
i więzieniach."



Noo i oczywiście typowy Harry, czyli typowy policjant książkowy - ma problemy i jest samotny. Ciekawe ile razy jeszcze przeczytam książkę z takim bohaterem. Autorzy, to się robi nudne!!!



"- I jaki z tego morał? (...)
- Że miłość to większe misterium niż śmierć. 
I że należy wystrzegać się węża."



Do teraz nie wiem co ten człowiek nietoperz miał wspólnego z historią. Jakoś mi to niestety nie zagrało. Mocno naciągane, albo ze mną jest coś nie tak 😁

Od połowy książka zaczyna się robić ciekawa. Opowieść staje się nietuzinkowa. Są niespodziewane zwroty akcji, ginie trochę osób. I co mi się bardzo podoba w tej książce, zakończenie książki znajduje się na 2 strony od końca powieści. A nie np. 30 stron do końca a my już znamy rozwiązanie sprawy - więc po kiego grzyba to dalej czytać...


Ocena: 6,5/10


Reasumując, stwierdzam iż przeczytam kolejne części z Harrym, bo mam nadzieję, że będą lepsze. Mam niestety takie przyzwyczajenie, że jak seria to czytam od początku, nawet gdy nie trzeba. Także, jeśli chcecie przeczytać tę książkę oraz całą serię, to zachęcam. Jeśli jednak chcecie tylko tę część przeczytać i na tym koniec - nie polecam.



Czytaliście? Jak Wasze wrażenia?


Mon.

poniedziałek, 9 października 2017

Morderca bez twarzy - Henning Mankell (32/2017)



Hej!


Powiem Wam szczerze, że te promocje w Biedronce są fajne. Książki po 9,99zł. Niżej opisana nawet w twardej oprawie. Gdyby nie te promocje nie poznałabym owego autora, a jest co czytać. Dzisiaj będzie o Mordercy bez twarzy Henninga Mankella, czyli o pierwszym tomie z cyklu o policjancie ze Skanii.


Henning Mankell to nieżyjący już szwedzki pisarz, uznawany za jednego z lepszych w tej części Europy. Sławy przysporzył mu bohater jego kryminałów - Kurt Wallander. Cykl z policjantem dorobił się także wielu ekranizacji. Pozostałe powieści Mankella to np. Chińczyk oraz Mózg Kennedy'ego.






Zarys fabuły:


Historia zaczyna się, gdy dwoje staruszków zaniepokoiło coś w nocy. Posesja sąsiadów wydawała być się jakaś inna. Mężczyzna słyszał wołanie o pomoc. Gdy zjawił się w domu obok, zastał makabryczny obraz. Sąsiadka została przywiązana do krzesła, mając pętlę na szyi ledwo oddychała. Jej mąż został bestialsko zamordowany na jej oczach. Ciche miasteczko w Szwecji. Morderstwo na dwóch starszych osobach. O co może chodzić? Rozwiązania zagadki podjął się policjant lokalnej komendy - Kurt Wallander.



Opinia:

Sprawa wydaje się być nie do rozwikłania. I tak jak w tytule widać, morderca zdaje się nie mieć twarzy. Kto i po co miał napaść parę starszych, miłych ludzi? No, nie wierzmy naszym sąsiadom. Każdy ma coś za kołnierzem 😉 Jednak wydaje mi się, że nie warto wiedzieć za dużo.


"Jak mało człowiek wie o swoich sąsiadach(...)"


Jeśli chodzi o szwedzkie nazwy - jestem z nimi w większości zaznajomiona (praca, a nie nauka języka), więc nie przeszkadzały mi w czytaniu 😀. Bardzo fajny klimat powieści - zima nadchodzi do nas wielkimi krokami, więc trzeba się przygotować, a tutaj klimat jest iście mroźny, choć trochę dziwne, że w styczniu tam jeszcze śnieg nie spadł. Klimat mroczności nadaje powieści ta mała mieścina, gdzie wszyscy NIBY się znają.


Dodatkowy wątek to morderstwo na cudzoziemcu, które niejako łączy się z podwójnym morderstwem z głównego wątku. Podejrzanymi o zamordowanie staruszków byli cudzoziemcy, co od razu odbiło się na uchodźcach. Nie mogę powiedzieć czy ma jednak związek z tym pierwszym, bo nie chcę spojlerować. Dodam jeszcze, że książka jest 1991 roku, a problem imigrantów przedstawionych w tej powieści jest nadal taki sam, albo i większy.



"Przyjechała samochodem - odparł ojciec. - Przywiózł
ją młody mężczyzna o czarnej twarzy.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Jak to o czarnej twarzy?
- Słyszałeś może o Murzynach? (...)"



Co mnie nie zaskoczyło w tej książce? Policjant, który ma problemy rodzinne. Żona od niego odeszła, córka nie chce go widywać, a ojciec psioczy, że ten go nie odwiedza. Na podobne problemy cierpią: Meyer u Bondy, Hedström u Läckberg. No ileż można? Ja wiem, że policjanci mają dużo pracy, ale są i tacy którzy dalej mają rodziny i żyją.


Końcówka przyspiesza, ale nie daje nam rozwiązania sprawy, co powoduje, że w sumie nie wiemy, czy Kurt znajdzie sprawców, czy nie. Bo jakby na to nie patrzeć, wiele jest nierozwiązanych spraw, a my w kryminałach czytamy tylko o sukcesach policji i innych służb. Tak, wiem, wiem, zero przyjemności z czytania o nierozwiązanych sprawach. Niekomercyjne, wiem 😁



Ocena: 8/10


Książka godna polecenia wszystkim, bez wyjątku. Klimat bardzo podobny do Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, więc wszystkich fanów książki i ekranizacji serdecznie zachęcam do przeczytania. No chyba, że nie lubicie kryminałów. To wtedy nie czytajcie.



Mon.


poniedziałek, 24 lipca 2017

Honor i zbrodnia - Adam Podlewski (25/2017)



Hej!


Książka za 4,99? To musi coś oznaczać. W tym przypadku oznaczało to jedno - MASAKRĘ. Zapraszam do recenzji Honoru i zbrodni Adama Podlewskiego 😉





Zarys fabuły:


Albert Wieluszycki ginie na rogatkach Warszawy. Podejrzany był o przemyt alkoholu, co próbują zatuszować władze miasta. Rozwiązania zagadki podejmuje się Tomasz Żubrowski i Jacek Olszewski - byli szwolażerowie. Niestety Żubrowski ginie w pojedynku i Jacek sam musi zająć się rozwiązaniem zagadki dla księcia Konstantego, a jak się ma okazać, nie będzie to łatwe...


Opinia:


Powiem Wam, że męczarnia straszna. Już miałam ją rzucić w kąt po 200 stronach, czyli jakiś 2/3 książki, ale jako że mam zapędy sado-maso (hahahaha 😂) to się mordowałam, ale skończyłam. Sytuacja identyczna jak przy Koronie w mroku pani Maas. 

Może zacznijmy od plusów. Piękna okładka - staloryt pochodzący z jednego z dzieł Leonarda Chodźko - wprowadza nas nieco w okres, w jakim odbywają się wydarzenia w książce. Fajny klimat, XIX-wieczna Warszawa, mrok, zima, zabójstwo. Troszkę mi to przypominało serial Belle Epoque. Narracja prowadzona w języku z tamtych czasów pozwala fajnie się wczuć w ten klimat. Pojawił się też wątek z masonerią - a ja od czasu Browna uwielbiam o tym czytać. Na końcu każdego rozdziału pojawiają się ciekawe wstawki - doniesienia porządkowe dostarczane księciu Konstantemu o tym co się dzieje w Warszawie. Pojawiają się tam zabawne i ciekawe informacje, czasem wraz z odpowiedzią lub rozkazami księcia. W ogóle humor wypowiedzi i sytuacji na wielki plus. Akcja gdy już zaczyna się robić wartka (potem się dowiecie co oznacza tu słowo "już"), jest fajnie poprowadzona, można się wciągnąć w historię.


" Każdego twardziela można było złamać,
ale ignoranta należało najpierw nauczyć strachu"


I to by było na tyle. Od 100 do 200 strony to była jakaś okropność. Całość wydawała mi się mało spójna. Milion wątków, w których można się pogubić. W sumie to można czasem odnieść wrażenie, że nie wiadomo o czym się czyta i o co chodziło autorowi. Kanibale, balony, Napoleon, morderstwo, a ogólnie chodzi o przemyt wódki do Warszawy... Sami widzicie - coś tu nie gra. Uwielbiam kryminały, dlatego sięgnęłam po ten z gatunku historycznych. Chciałam zobaczyć, czy ta historia w tle mnie urzeknie. No niestety, ale chyba szybko po ten gatunek nie sięgnę. Dodatkowo zawarte w książce niektóre słowa używane w tamtych czasach po prostu nie są wyjaśnione, a wiadomo, jak się czegoś nie rozumie to się od razu zniechęca. Przecież nie będę ślęczeć przy googlach i szukać ich znaczenia, żeby zrozumieć treść - chyba nie o to chodzi w czytaniu książek (nie mówię o podręcznikach, bo to już inna sprawa 😀). Przydługawe opisy niczym w Nad Niemnem skutecznie odwracają uwagę od książki, a skupiają na facebooku. Oprócz tych wartkich KILKU akcji, cała reszta to niekończące się, ciągnące się i w ogóle wszystko się flaki z olejem. Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki... Przez to ciągnięcie się mało zapamiętałam z tamtych wydarzeń, a więc odnalezionego sprawcę też mało pamiętam, także zaskoczenie żadne.


"Piekło jest zimne. Ba, mroźne."


Ogólnie nie polecam tej książki. Dłużyło mi się, męczyłam się z nią i w sumie na siłę ją dokończyłam, bo chciałam zobaczyć czy coś lepszego mnie spotka jeszcze przy tej lekturze. No niestety, jako całość książka dla mnie na NIE. Nie polecam, nie warto się męczyć. Są lepsze książki do poczytania 😊


Ocena: 5/10


Wiecie co? Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie mam biblioteczki, więc część książek leży u mnie na biurku (m.in. King, Mróz, Mitchell). Czytam męczącą książkę, a te świetne patrzą na mnie z biurka... Od razu chciałoby się wszystko rzucić w kąt, czytać się nie chce, recenzji na blogu też nie ma... Okropności!!! 😀

A Wy męczycie się do końca z jakąś książką czy dajecie sobie spokój, bo szkoda życia? Piszcie!





I na koniec mądry cytat z książki:


" I nie ma powrotu, bo kto umarł, ten nie żyje" 😂


Mon.


środa, 28 czerwca 2017

Florystka - Katarzyna Bonda (23/2017)




Hej!


Jako, że dzisiaj dzień trochę gorszy pogodowo niż wczorajszy, skończyłam czytać tom 3 o panu Meyerze. No i opalałam się wczoraj troszkę zbyt intensywnie (urlop mam to muszę), co przyczyniło się do jakże znacznego zaczerwienienia mojej skóry i szczypania przeogromnego. Także nie ma tego złego, bo jeden dzień mogłam odpocząć i poczytać 😂 A Florystka Katarzyny Bondy naprawdę mnie zaskoczyła. Ale o tym w dalszej części 😁






Zarys fabuły:

Tym razem Hubert Meyer znalazł się na wsi, w domku swoich zmarłych rodziców w okolicach Białegostoku. Ostatni profil psychologiczny sprawcy był błędny, więc zapuścił się chłopina, stracił sens życia. Ale pewnego dnia zjawia się u niego Lena z propozycją współpracy. Po czym zjawia się stary znajomy z komendy w Białymstoku i prosi o pomoc. Tutaj już Meyer odmówić nie mógł. Zaginęła mała Zosia, harfistka. W tym mieście rzadko zdarzają się takie sprawy, więc policji zależy na jak najszybszym rozwiązaniu. Okazuje się, że dziewczynka została zamordowana. Podejrzana o zabicie córki zostaje Marlena, romka. Sprawa okazuje się bardzo podobna do zabójstwa małego Amadeusza kilka lat temu. Jak sobie poradzi Meyer? Co z jego współpracą z Leną? Jakie będzie rozwiązanie sprawy?



"- No mówiła pani, że jakiś cygański. Samochody zmieniał.
- A zmieniał! - krzyknęła kobieta (...) - A to terenowym był,
a to lymuzyno. Panie, toż to kryzys teraz. W telewizji mówio.
A ten lymuzyny zmienia jak rękawiczki."



Opinia:


Pani Kasiu, cieszę się niezmiernie, że przeniosła Pani akcję na podlasie. Katowice jakoś mi nie podpadły w 2 tomie, chociaż tam mieszkam. Historia była chyba zbyt nudna, jakaś taka mało wciągająca. Tutaj muszę przyznać, że dzieje się od początku.

Mieszają się różne wątki - sprawa małej Zuzi, sprawa florystki (matki Amadeusza) i sprawa Meyera, który przez domek w dziczy zaczyna mieć problemy. To sprawia, że akcja nie zwalnia. Warto jednak przeczytać poprzednie tomy o Hubercie. Będziecie przynajmniej wiedzieć dlaczego główny bohater znajduje się w tym punkcie swojego życia, a nie w innym.


" Każdy z nas ma swoją historię, która go napędza (...)"


W sumie nie wiadomo kto to zrobił. Ktoś komuś chce zaszkodzić, ktoś komuś pomóc, ktoś kogoś opętał i w ogóle, to musicie to przeczytać. Zabójstwa, choroby psychiczne, kwiaty, harfy i inne. To znajdziecie w tej książce. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o opisywanie kwiatów i w ogóle o wątek florystyczny, autorka pięknie i rzetelnie wszystko opisała, także chapeau bas. Widać, że się pani Kasia przyłożyła 😊


"-Umówiliśmy się z żoną po drugim dziecku, że to ja będę podejmował
ważne decyzje. Ona weźmie wszystkie drobiazgi, żebym nie zawracał sobie
tym głowy. Tylko że w życiu nie ma żadnych ważnych decyzji. 
Wszystko jest błahostką."



Według mnie najlepsza część z trylogii o Meyerze (choć poziomem może zrównać się ze Sprawą Niny Frank). Zakończenie zaskakuje. Dalsze losy Meyera też. Można było domyślać się sprawcy, ale to co wymyśliła pani Kasia przechodzi ludzkie pojęcie. DOSŁOWNIE 😀 Dalej jestem w szoku. Jak przy Konklawe.


"(...) spojrzał na katowicki pejzaż. Kochał to miasto." 💗


Ocena: 8/10


Polecam książkę miłośnikom twórczości pani Bondy, a i tym którzy na 2 tomie o Hubercie się zawiedli - teraz mam nadzieję że książki o Saszy Załuskiej będą jeszcze lepsze. Florystka to także książka dla miłośników kryminałów, akcji i zaskakujących zakończeń. Nie polecam jedynie tym, którzy kryminałów nie lubią, ale mam nadzieję, że takich osób jest mało 😀



Mon.


Czytaliście Florystkę? Jeśli tak, to jakie Wy macie wrażenia na temat tej książki? Piszcie!



piątek, 19 maja 2017

Księżniczka z lodu - Camilla Läckberg (19/2017)



Hej!

Dziś przychodzę do Was z recenzją pierwszego tomu sagi kryminalnej Camilli Läckberg, czyli Księżniczki z lodu. Niestety nie dałam rady ogarnąć Nędzników. Stwierdziłam, że co 1 tom (Nędznicy mają ich 10) będę czytać inną książkę. Wybrałam ją z moich planów czytelniczych na maj. Wiecie co? Fajne te plany czytelnicze na blogu! W życiu bym nie pamiętała co chciałam przeczytać w maju, gdyby nie post. 😂 Ale do rzeczy, znaczy się do recenzji!






Camilla Läckberg to szwedzka autorka powieści kryminalnych. Pochodzi z zachodniego wybrzeża Szwecji, a dokładniej z Fjällbaki, gdzie toczy się akcja książek z jej sagi kryminalnej. Oprócz kryminałów, pisze książki dla dzieci i książki kucharskie.


"Jej ciało było nienaturalnie białe, a miejscami sine,
ale Erika rozpoznała ją natychmiast. Alexandra
Wijkner, z domu Carlgren, córka właścicieli domu.
W dzieciństwie się przyjaźniły. Teraz pomyślała, że 
musiało to być w jakimś innym życiu. Kobieta w wannie
była jej obca."


Zarys fabuły:

W pierwszym tomie o Fjällbace poznajemy główną bohaterkę, Erikę Falck, pisarkę. Podczas spaceru woła ją starszy mężczyzna, który opiekował się domem rodziny Carlgren, znajduje w łazience ciało Alexandry, starszej córki właścicieli. Ciało leży w wannie, na nadgarstkach widać ślady cięcia żyletką. Samobójstwo? Ale czy na pewno?


Opinia:

Tego, czy to było samobójstwo próbuje dowiedzieć się Erika. Ciekawy motyw z poszukiwaniem zabójcy przez pisarkę. W sprawie pomaga jej Patrik Hedström, przyjaciel z młodzieńczych lat Eriki, aktualnie policjant na miejscowym komisariacie. Tutaj zaczyna się też duża część książki, czyli wątek obyczajowy głównych bohaterów. 


"Musieliśmy przeoczyć jakiś trop,
który przeoczyliśmy"


Jak wiecie, ja za bardzo obyczajówek nie lubię. Tutaj ten wątek nie był cukierkowy, więc nie będę narzekać. Autorka przedstawiła relację dwóch ludzi bardzo realistycznie, bardzo mi się to podobało. Ale! Wątek obyczajowy, który zajmuje połowę kryminału? Niekoniecznie interesujące. Dlatego też książka nie wywarła na mnie większych emocji. Kolejna książka z cyklu MEH. Sprawa samobójstwa/morderstwa ciekawa, mogłaby być szerzej opisana. Są zwroty akcji przy zakończeniu, więc jest ok, ale bez fajerwerków.

Ciekawym elementem powieści są wstępy do rozdziałów. Są to przemyślenia KOGOŚ na temat nieżyjącej Alexandry. Pisane w pierwszej osobie stanowią zagadkę. Zastanawiałam się o co chodzi z tymi wstępami. Okazuje się, że te fragmenty są ze sobą połączone. Jak? Tego Wam powiedzieć niestety nie mogę, bo spojler.

W czasie pisania tej recenzji miałam problem podobny do pisania opinii o książkach z serii o Szklanym tronie. Nie podobało mi się to co czytałam, nie wiedziałam co napisać. Tutaj książka ok, żadne wyżyny literatury, fajna historia, ale żeby porywała tłumy to raczej nie. Dlatego też nie wiem co mam Wam więcej napisać, serio 😀 Książkę mogę polecić osobom, które lubią powieści obyczajowe i nie wiedzą jak zacząć swą przygodę z kryminałami. Jeśli szukacie wartkiej akcji i wielkich wybuchów, to tutaj tego niestety nie znajdziecie. 



Ocena: 7,5/10


Mam jeszcze 3 tomy tej sagi (kupione w czteropaku), więc zapewne je przeczytam. Kiedy? Na pewno nie prędko 😀 Jak na razie wracam do Nędzników. Albo do Tess Gerritsen... Hmmmm... trudny wybór. Nie mogę się zdecydować 😀 Żartuję. Wybieram Tess. Może Wy jakoś mnie zmotywujecie do Nędzników, bo jak widać, nie podchodzą mi 😔 



Mon.

poniedziałek, 13 marca 2017

Tylko martwi nie kłamią - Katarzyna Bonda (9/2017)


Hej,

dzisiaj mam dla Was recenzję drugiego tomu "przygód" Huberta Meyera, psychologa śledczego, czyli książkę Tylko martwi nie kłamią Katarzyny Bondy.



Już na początku mamy coś co nas ma zainteresować. I teraz uwaga, jeśli nie lubicie przekleństw to omińcie ten fragment. Otóż na początku jakiś gruby, stary ciul daje papiery rozwodowe swojej żonie, która (nawiasem mówiąc głupia dzida) dalej jest mu usłużna niczym muzułmanka. On patrzy na nią, i stwierdza, że się postarzała i roztyła, a ten gruby ciul oczywiście bożyszcze nastolatek - myślałby kto. No nienawidzę takich relacji, jak widzicie zresztą. Wkurza mnie takie coś niemiłosiernie. Laska wpatrzona w kolesia, który ją leje i równa z błotem. Zero szacunku do siebie. Na szczęście karma wraca. No ale wróćmy do książki....


Zarys fabuły:

Owy pan zostaje zamordowany w kamienicy przy ulicy Stawowej w Katowicach. Dla niemiejscowych wyjaśniam - jedna z głównych ulic Katowic, naprzeciwko Dworca PKP. Dlaczego to takie ważne? Ano dlatego, że nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, a jednak w centrum Katowic zamordowano barona śmieciowego (zajmował się recyklingiem) i przy okazji skradziono kilka rzeczy. Sprawą zajął się przez przypadek Hubert Meyer, znany nam z pierwszego tomu cyklu. W morderstwo jest zamieszana terapeutka barona, który to leczył się na uzależnienie od seksu. Mamy tu też zbrodnię sprzed 17 lat. Czy w jakiś sposób się łączą?


Opinia:

Fajne jest to, że akcja tej książki toczy się w Katowicach, gdzie mieszkam. Kojarzę komendę, osiedle Paderewskiego, Stawową 😁 W ogóle utożsamiam się z torbą z Ikei, srebrnymi lanosami i innymi takimi... Wiem, że i tak nie zrozumiecie 😉 W każdym razie czytałam, bo było tam coś "mojego". Podobało mi się również zawarcie gwary śląskiej. Mimo, że pomagał mi słowniczek na dole, bo nic nie rozumiałam, to fajnie było się czegoś nowego nauczyć. Ogromny plus dla Bondy za opis historii Katowic, tym bardziej, że nie jest stąd. Wiele się dowiedziałam o tym mieście - super.

I na tym się kończą plusy. Zdecydowanie, tę historię można było napisać na 400 stronach, a nie na 600. Męczyłam się. Zagadka fajna, nieprzewidywalne zakończenie, ale przeważało uczucie przygniecenia przez to tomisko. Wątków miłosnych nie lubię, ale tu mi tak bardzo nie przeszkadzał. Tak samo jak "wątek Grejowski" (wiecie o co chodzi)... Historia nie porywa. Pod koniec się tak męczyłam, że w sumie nie chciałam poznać zakończenia, ale stwierdziłam, że będę uparta.

Muszę zaznaczyć, że drugi tom jest całkowicie oderwany od pierwszego. Chyba bardziej podobała mi się wieś nad Bugiem niż Katowice, może dlatego, że mała wieś ma swój swojski klimat 😀 Trzeci tom wraca na wieś podobno i mam nadzieję, że będę bardziej przekonana do historii Meyera. Poza tym mam nadzieję, że książki z Saszą nie będą takie rozwlekłe jak ta. Nadzieja nadzieją. Boję się po prostu bo Okularnik do cienkich nie należy... Przeczytam Florystkę bo uparłam się, że jak zacznę jakąś serię to ją skończę. Ale Tylko martwi nie kłamią mnie nie porwała. Amen.



Ocena: 7/10

PS. Nie mam pomysłu za jaką książkę się wziąć... Ale chyba Raport pelikana wygra... No chyba, że macie dla mnie jakieś propozycje! Najlepiej fantastyka, ale krótsza niż te 600 stron, please 😁


Pozdrawiam,

Mon.

sobota, 4 marca 2017

Angielski zabójca - Daniel Silva (7/2017)

Hej,
dziś mam dla Was recenzję 2 tomu o przygodach konserwatora obrazów Gabriela Allona, czyli książkę Angielski zabójca Daniela Silvy. Przeczytałam 1 tom i z tego co pamiętam to miał tam jakąś sprawę do rozwiązania z modelką. Nic więcej nie pamiętam. Już wtedy mogłam się zastanowić nad sensem czytania książek Silvy. Kiedyś kupiłam jeden z ostatnich tomów opowiadających o Allonie - Wielki skok. Stwierdziłam, że będę fajna i zacznę od początku z jego przygodami. Powiem tak - nie opłacało się. Niechętnie wracałam do czytania tej książki. Może dlatego, że Christie, Coben i Mróz przyzwyczaili mnie do znacznie lepszych historii. Heh, mówię już jak zawodowy recenzent blogowy haha 😁



Zarys fabuły:

Gabriel Allon dostaje propozycję renowacji nieznanego obrazu, którego właścicielem jest nieznany człowiek mieszkający w Zurychu. Gdy dociera do willi zleceniodawcy zastaje go martwego. Jako, że jest innej narodowości i był sam na sam ze zwłokami - ucieka. Zaraz potem łapie go Szwajcarska Policja (dziwnie szybko go namierzyli). Wyciąga go z więzienia szef izraelskiego wywiadu. Wtedy Allon dowiaduje się, że miał MISJĘ. Ale tego nie chciał. W każdym razie stwierdza, że chce dowiedzieć się kto zamordował bogatego Szwajcara i zaczyna się akcja.

Opinia:

Jak nie lubię czytać opisów miejsc (wolę dialogi 😁), tak opisy Rzymu, Korsyki i innych ciepłych miejsc (w ten zapowiadający marcowy dzień) - cud, miód. Do czytania, chociaż książka nie powala, ciągnęła mnie zagadka śmierci Szwajcara i ogólnie jego rodziny. Chodzi o to, że jego małżonka 25 lat temu popełniła samobójstwo po zobaczeniu czegoś co dotyczyło jej męża. Wykopała sobie grób i się zastrzeliła. Nie wiadomo dlaczego. Syn zginął jako kolarz. Córka natomiast jest znaną skrzypaczką i mieszka samotnie w willi u wybrzeży Portugalii. No i znów te opisy tego ciepełka 💗 Podoba mi się też to, że akcja nie dzieje się w jednym miejscu. Trudno to troszkę ogarnąć, jak co stronę patrzy się w okno (bo tak się akcja do połowy książki ciągnęła), ale jakoś dałam radę 😂 Inne opisy... Na nie. W szczególności osób z jakimi spotkać miał się Allon. Co robił wcześniej, mniej wcześniej, później. Da się to opisać w skrócie, bez zbędnego.... Nie powiem czego, żeby źle nie wypaść 😁 Książka przedstawia Szwajcarię z innej strony. Nawiązuje do historii II wojny światowej oraz przedstawia postaci, które stawiają posiadanie dóbr rzekomo "narodowych" nad życie ludzkie. Dużo tu też malarstwa i sztuki. No nie dla mnie... Zakończenie fajne, lepiej się czytało niż pierwszą połowę książki. Ogólnie spoko, ale jeśli macie możliwość, to czytajcie coś innego 😉

Ocena: 6/10

Jedno wiem na pewno. Następną książką Silvy, którą przeczytam, będzie owy Wielki skok. Nie będę się bawić w dobrego czytelnika, który musi całą serię pochłonąć. Co to to nie, nie będę się męczyć. A Wielki skok chcę przeczytać bo to książka w fizycznym (choć kieszonkowym) tego słowa znaczeniu. Resztę zazwyczaj czytam na czytniku 😉


Pozdrawiam,

Mon.

poniedziałek, 20 lutego 2017

I nie było już nikogo - Agatha Christie (5/2017)

Hej!
Dziś mam dla Was recenzję klasyka klasyków kryminałów, a mianowicie
I nie było już nikogo Agathy Christie. Wcześniej czytałam Spotkanie w Bagdadzie, z którego nawiasem mówiąc nic nie pamiętam, więc niewykluczone, że kiedyś przeczytam ponownie 😀




Opowieść zaczyna się gdy 10 nieznanych sobie osób dostaje listy od swoich znajomych, którzy to zachęcają do przyjazdu na Wyspę Murzynków (praca, urlop, spotkanie po latach). Grupa poznaje się na miejscu. Każdy z gości miał w swoim pokoju zawieszony w ramce wierszyk o znikających 10 Murzyniątkach. Przypadeg? Nie sondze. 😁 Po pierwszym wspólnym obiedzie nieznany głos zaczął oskarżać przybyłych o morderstwa, wyliczając po kolei ofiary i daty. Zaskoczeni goście znaleźli gramofon, który okazał się być owym nieznanym głosem. Niedługo potem goście zaczynają ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach.


Mamy tu zagadkowe morderstwa. Mamy 10 nieznających się osób, które nie odpowiedziały za swoje czyny. Mamy przedstawione ludzkie zachowania w obliczu strachu przed śmiercią. Mamy wierszyk, który podpowiada w jakich okolicznościach zginie następna osoba. Kto jest odpowiedzialny za tę morderczą zabawę?

Opinia:

Tutaj zagadka pojawia się już na pierwszych stronach. Goście Wyspy Murzynków nie do końca wiedzą kto i dlaczego do nich pisze, mimo to postanawiają stawić się na wyspie. Dziwne... 😶 Po wysłuchaniu nagrania towarzystwo zaczyna tłumaczyć się z zarzutów, i jak można się spodziewać, nikt nie poczuwa się do winy. Pani Christie to typowy stary styl pisania kryminałów i podkreślania rzeczy które powinny być oczywistością dla wielu. Mówię tu np. o kłamstwie i jednoczesnym dotykaniu części twarzy - niby nic, a jednak w czasie czytania możemy sami odgadywać kto mija się z prawdą. Autorka nie podaje nam wszystkiego na tacy, a to cechuje dobre kryminały 😊 

Ocena: 10/10

Krótka książka (220 stron), uważana za jedną z lepszych, więc warto przeczytać. Tym bardziej polecam ją osobom, które jeszcze nie znają twórczości Agathy Christie. Nie odpowiadam jednak za wciągnięcie się w książki tej autorki 😁 Gdy pisałam w poprzednim poście, że jestem dobrym detektywem.... Nie. Przy Christie wymiękam. Wy też wymiękniecie... Niech to będzie zachętą 😊

Pozdrawiam,

Mon.

piątek, 10 lutego 2017

Ekspozycja - Remigiusz Mróz (3/2017)

Hej!
Marzec, Zakopane, Giewont. Na krzyżu zostaje znaleziony martwy, nagi mężczyzna. Wiktor Forst oglądając ciało znajduje antyczną monetę w ustach denata. Olga Szrebska, prezenterka NSI, przyjeżdża do Zakopanego, aby na żywo relacjonować sprawę. Forsta odsuwają od sprawy, zostaje zawieszony. Czyżby ktoś nie chciał, aby rozwiązał sprawę? Forst przekonuje Szrebską do rozpoczęcia swojego śledztwa. Trop prowadzi ich na Białoruś... Ups, chyba za dużo powiedziałam...


http://soy-como-el-viento.blogspot.com/2015/08/remigiusz-mroz-ekspozycja-tego-sie-nie.html


Mamy tu specyficznego policjanta, piękną i inteligentną prezenterkę. Mamy zagadkę sięgającą początków naszej ery. Mamy wartką akcję, mamy dużo zaskakujących zwrotów akcji. Mamy troszkę gór i troszkę zagranicy (ups! spojler).

Opinia:

Jednym z ogromnych plusów tej książki, oczywiście oprócz fajnej historii, jest duża ilość dialogów i krótkie opisy sytuacji. Nie jest to na pewno "Nad Niemnem", co powoduje, że książkę czyta się w tempie ekspresowym. Same dialogi są zabawne, dosadne i zapewniają wartką akcję. Gdzieś słyszałam opinię, że Mróz pisze hollywoodzkie książki. Według mnie to ważne, żeby się dużo działo, no chyba że oczekujecie od autora opisów przyrody jak we wspomnianej wyżej powieści... To tego tu nie znajdziecie. Ale zapewniam Was, że będziecie chcieli dalej czytać tę książkę nawet gdy Wam doby zabraknie (sprawdzone info). Dawno mnie nic tak nie wciągnęło. No i zakończenie wgniata w fotel, czy jak to tam. W każdym razie od razu chce się przeczytać kolejną część.


Ocena: 9,5/10

PS. Nie wiem czy to niedopatrzenie wydawnictwa, czy samego autora, ale - serio?! 😀




Uwaga  SPOJLERY!!!
(czyli coś, czym muszę się podzielić z tymi, którzy już są po lekturze)

No za Chiny ludowe nie mogłam przebrnąć przez opisywanie Forsta i jego poczynań w więzieniu. Nie wiem, nie mogłam. Kartkowałam do wydarzeń ze Szrebską w USA - zdecydowanie ciekawsze.
Ale to był jedyny ZŁY moment tej książki. Dalej było już lepiej 😊 A na końcu - najgorzej. Że się tak wyrażę - WTF????

Pozdrawiam,
Mon.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Sprawa Niny Frank - Katarzyna Bonda (1/2017)

Hej,

Jak już wiecie, jestem miłośniczką kryminałów i innych tego typu historii z zagadką w tle. Nigdy wcześniej jednak nie dałam szansy naszym rodzimym autorom. Jak bardzo byłam w błędzie...

Dałam więc szansę kobiecie - Katarzynie Bondzie, przepięknej, młodej pisarce mając nadzieję, że mnie zaskoczy. Ostatnio jest o niej głośno z powodu najnowszych powieści. Ja postawiłam na początek jej twórczości. No i przepadłam 😀


http://www.dvdmax.pl/sprawa-niny-frank-katarzyna-bonda-ksiAZka,art497296



Sprawa Niny Frank to jej pierwsza powieść, wydana w 2007 roku. Opowiada o zagadkowej śmierci aktorki popularnego serialu, Ninie Frank, która zostaje znaleziona martwa w swoim domku na odludziu. To odludzie to Mielnik nad Bugiem, gdzie aktorka chciała uciec od zgiełku show-biznesu.

Sprawą zajął się Hubert Meyer - psycholog policyjny z Katowickiej Komendy (dla mnie szczególne wyróżnienie gdyż mieszkam w Katowicach 😁), któremu nie kwapiło się jechać na koniec Polski, zważywszy na swoje problemy w małżeństwie.

Mamy tutaj morderstwo, choć na początku podejrzewano samobójstwo (taki tam spojler). Mamy tutaj tajemnicze runy i magiczne powiązania z ofiarą. Mamy mroczną przeszłość aktorki. Mamy zmasakrowane ciało i całą wieś podejrzanych...

Opinia:

Genialny kryminał w najczystszej postaci. Świetnie wykreowana postać Huberta Meyera o nieprzeciętnych zdolnościach. No i zbrodnia - okrutna, dokonana przez zwyrodnialca, aż ciarki przechodzą. Najbardziej podobała mi się jednak ta pospolita wieś. Typowe odludzie, gdzie wszyscy wszystkich znają (czy aby na pewno?). Wieś w której zawiści nie mało, wieś w której policja jeździ POLONEZEM 😁 Wieś w której mało jest możliwości, a każde wydarzenie jest szeroko komentowane. Genialny kryminał. Gorąco polecam.

Bonda, robisz to dobrze, na pewno przeczytam kolejne Twoje książki.

Ocena: 9/10


Pozdrawiam,
Mon