Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

American psycho - Bret Easton Ellis (1/2018)



Hej!


Pierwsza recenzja w nowym roku! I od razu z przysłowiowej "grubej rury". Bo to nie jest książka dla wszystkich, zapewniam Was. Zapraszam na recenzję American psycho.








Zarys fabuły:

Historia opowiada o Patricku Batemanie należącym do grupy nowobogackich yuppies. Otacza się najdroższymi rzeczami, na jakie go stać. Chodzi do najlepszych restauracji w Nowym Jorku. Jednak jego hobby to nie moda, a mordowanie.


"- Wiesz, o co chodzi? Powiem ci: wszystkich gówno
obchodzi praca, każdy nienawidzi roboty, ja też jej nienawidzę,
ty, jak słyszałem także. I co mamy z tym zrobić?
Co ja mam z tym zrobić? (...)"

Opinia:

Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, co (aż dziwne) nie przeszkadzało mi ani trochę. Mało tego - sądzę, że dlatego też ta książka jest taka... okropna? Bo pokazuje właśnie świat z perspektywy psychicznie chorego człowieka, bo tego inaczej nazwać nie można. Każde wyjście z domu jest skrupulatnie opisane w czynności dokonywane. Najważniejsze jednak jest czym a nie co. Np. opisywanie najdroższych serwisów do kawy, ubrania od Armaniego, najlepsze maseczki do twarzy itd. Zawsze opisuje w co jest ubrany oraz w co ubrani są znajomi, więc też nie omieszka zadrwić z tańszych rzeczy. Oprócz ubrań Patrick skrupulatnie dobiera również dietę. Czuje się lepszy od innych przez prowadzony styl życia i wysokość dochodu. Wiecie co? Ta książka została wydana w 1991 roku, ale w Polsce aktualna jest właśnie teraz. Zamieńcie NY na Warszawę i macie Sebę-psychopatę 👍 (nie urażając Sebastianów, którzy Sebami nie są - wiecie ocb).



"- No cóż, przynajmniej nie są zielone i nie strzygę ich
sekatorem - mówi Tim, przypominając nam kolor włosów
Vanden i niewątpliwie tanią, fatalną fryzurę Stasha.
Fryzurę, która jest fatalna, ponieważ jest tania."



Mimo tego, że nie wiem co autor brał, a musiało być tego BARDZO DUŻO, chciał nam przekazać, że nawet nasi znajomi czasem mogą okazać się zupełnie inni niż są przy nas. Książka przedstawia myślenie i postrzeganie świata przez psychopatę i może dlatego ta książka jest taka ciężka w odbiorze. Dla przykładu - w powieści opisane jest morderstwo pana i jego psa. Tak, psa. Ludzi to jeszcze rozumiem. Ale czemu winne zwierzę? To był pierwszy moment, gdy chciałam rzucić tę książkę przez okno. Nie wiedziałam, że później będą sytuacje w których będę musiała odłożyć ją, aby ochłonąć po wydarzeniach w niej opisywanych. Nie wierzyłam, że to tak ciężka książka. Uwierzyłam.


" Decyduję się jednak przedłużyć termin "Sobowtóra" - chcę
jeszcze raz obejrzeć film dziś wieczorem, choć wiem,
że i tak nie będę miał dość czasu, by onanizować się 
podczas sceny, w której mordują kobietę, używając wiertarki,
bo o wpół do ósmej jestem umówiony z Corutney
w Cafe Luxembourg."


Co do grupy nowobogackich - chyba większość z tych kto zaczyna mieć trochę kasy dopada "wyśmiewanie" stylu życia, ubioru i innych rzeczy osób, które tej kasy mają mniej. Ale to tylko moje zdanie, możecie się nie zgodzić. Fakt, są osoby normalne, ale takich jest mało.


" (...) W szklance pływa pokruszony lód, o którego prosiłem,
lecz którego nie chcę."

Co mnie najbardziej dziwi w tej książce? Mamy psychopatycznego seryjnego mordercę. A policja co? No oczywiście, że nic. Patrick jest sprytny, czego dowiecie się z książki. Dowiecie się dlaczego policja nie robi nic. Drugie zdziwienie to zakończenie, którego według mnie wcale nie ma. Albo jest, ale jestem za głupia na ogarnięcie przesłania, nie wiem.


Ocena: 9/10


Powieść gorąco polecam miłośnikom thrillerów, kryminałów i rozlewu krwi. Nie polecam natomiast osobom o słabych nerwach, bo zejdą na zawał, seriously. Książka świetna i teraz bardzo aktualna 😉


Czytaliście? Jakie wrażenia? Piszcie!


Mon.

sobota, 13 stycznia 2018

Harda - Elżbieta Cherezińska (37/2017)



Hej!


Witam Was serdecznie w tym nowym 2018 roku. Zaczął się dla mnie bardzo dobrze. Zaczynam się odnajdować w swoim życiu, jak i w książkach. Znowu zaczęłam regularnie czytać (dla potwierdzenia w jedno popołudnie w 4h przeczytałam pół książki Gerritsen), więc wracam również do Was. Dzisiaj recenzja książki przeczytanej jeszcze w poprzednim roku (dlatego 37/2017 w tytule postu), czyli Hardej Elżbiety Cherezińskiej. Jak widać troszkę mi się omsknęła data publikacji recenzji, ale już się zmusiłam do napisania jej, więc zakończmy poprzedni rok. Będzie jeszcze podsumowanie, ale jak na razie zapraszam na recenzję!





Zarys fabuły:


Świętosława, córka Mieszka I, wraz z bratem, Bolesławem Chrobrym, nie mają łatwego dzieciństwa. Trzeba podołać wymaganiom ojca i poddanych. Jednak Świętosława od zawsze była harda. Marzyła o zostaniu królową, która ma coś do powiedzenia w polityce, a nie jedynie uniżoną żoną króla, za którego wyda ją Mieszko. Na drodze staje jej jednak miłość jej życia. Jak skończy się ta historia? Czy będzie królową? Czy będzie żoną wybranka serca?


"- Harda jesteś, siostro! (...)"

Opinia:


...tego i więcej dowiecie się z książki 😀 Przenieśmy się do czasów, gdzie śluby to sojusze. Jesteś młodą dziewczyną, zakochującą się w pewnym przystojnym młodzianie (heh, słownictwo 💗), ale los nie pozwala Ci z nim być. Nie, inaczej - ojciec wydaje Cię za innego bo przecież jesteś rzeczą, którą się sprzedaje z zyskiem. Takie czasy. Borze, jak dobrze, że nie żyjemy już w tych czasach, mówiąc oczywiście o naszym terytorium. Książka napisana jest językiem stylizowanym na ten z czasów początków Państwa Polskiego. Początkowo można odczuwać lekki dyskomfort, ale po 20 stronach nasz mózg przestawia się na język zamierzchły i zaczynamy gadać jak popieprzeni 😊


"Są kobiety wieszczki, wiedźmy, szeptuchy,
zamawiaczki chorób, czarownice.
Są i czarodziejki, lecz te muszą być piękne."


Powieść zbudowana jest z akapitów (nie ma typowych rozdziałów), z których każdy z nich opowiada o wydarzeniach z perspektywy innego bohatera. Pozwala to na obiektywne ujęcie świata przedstawionego. Książka podzielona jest też na części - są to lata ukazujące Świętosławę w różnych okresach w życiu. Bohaterowie są stworzeni genialnie, jak i świat zobrazowany w powieści.

Lekka trudność może nastąpić przy kojarzeniu bohaterów. Co nam może pomóc? Świetnie rozrysowane drzewa genealogiczne rodów państw europejskich z tego okresu znajdujące się na końcu książki. Dlatego też z całego serca polecam wersję papierową, coby lepiej się orientować w sprawie "czyjżeś ty?!".


" - Pamiętajcie, że nie ma granic... Horyzont przesuwa się
za każdym razem, gdy dojdziecie do tego, 
co zdawało się kresem (...)"


Gdy weźmiecie do ręki tę książkę, wczytacie się w historię kobiety. Kobiety która nie chciała być tylko żoną. Chciała od życia czegoś więcej. Władzy. Jak możecie się domyślać, nie było jej łatwo w tych czasach, ale (nie spojleruję, bo wiadomo, że jest tom drugi o tytule Królowa - duża podpowiedź) udało jej się. A co jej się udało i w jaki sposób? To jest najciekawsze i tego Wam nie zdradzę. Powieść oprócz wątku obyczajowego miewa wartką akcję przejawiającą się np. w rabunkach na statkach. Każdy znajdzie coś dla siebie, mówię Wam.


Ocena: 9/10

"Zetnę każdą głowę, którą każesz, królu - powiedział Rafn,
czyszcząc topór po egzekucji niewolnika - ale nad kim
będziesz panował, gdy skończę?"

Książkę polecam miłośnikom historii. Dlaczego ja sięgnęłam po tę książkę? Bo w sumie mało wiemy o tych czasach, a autorka świetnie opisuje nam te czasy. Poza tym historia o silnej kobiecie - bierę! Zresztą, polecam każdemu. Jest to bardzo dobra książka o historii Polski. Dlatego warto.


Czytaliście? Jakie opinie? Piszcie!


Mon.

środa, 27 grudnia 2017

Porachunki - Wojciech Krusiński (36/2017)



Hej!


Nie było mnie miesiąc. Nie radzę sobie z pracą na pełen etat i to w stałych godzinach 😂 A tak serio to sobie radzę, ale weny na pisanie na blogu nie mam. Przestawiam Wam więc moje wypociny o fajnej książce, aczkolwiek krótkiej - Porachunkach Wojciecha Krusińskiego.





Zarys fabuły:


Dwunastoletni Adam, miłośnik komiksów, chce być jak wszyscy bohaterzy o których czyta - chce walczyć ze złem i być poważany. Gdy pewnego dnia widzi swoją koleżankę z klasy, którą nękają starsi koledzy, chce jej pomóc. Niestety, nie wyszło tak jak chciał. Więc postanowił zmienić swoje życie.

Opinia:

Gdy Pan Wojciech przesłał mi książkę, nie sądziłam, że będzie to coś wybitnego. Może i super wybitne nie jest (nie porównujmy tego do klasyków), ale na pewno godne uwagi (więc koło Mroza można już postawić).


Czytając powieść (około 200 stron więc leciutka lektura) nie czuje się, że pisał to mało znany autor. Język jest przejrzysty, zrozumiały i na poziomie. Pojawiają się wulgaryzmy, ale nie przesadzone, we właściwych miejscach. 


"(...) w tym wieku wyglądali jak mili, grzeczni,
niewinni chłopcy, którymi w końcu naprawdę byli.
Tyle tylko, że jeden z nich właśnie myślał nad tym,
w jaki sposób mógłby się zmienić. Na gorsze."



Historia opowiada o chłopcu, który zapatrzony w bohaterów z komiksów chce być taki jak oni. Gdy pomoc koleżance nie udaje się tak jakby chciał, zaczyna się jego przemiana. Zaczyna dojrzewać, nabierać odwagi. Wydaje mi się, że w pewnym momencie delikatnie przesadza z tą przemianą, ale to osądzić możecie jedynie czytając książkę. Pojawiają się bójki, nieplanowane sytuacje. Pod koniec historia staje się bardzo brutalna. Bardzo. To było dla mnie ogromne zaskoczenie, bo mało kto spodziewa się tego po autorach początkujących.


Ocena: 8/10


Książkę bardzo polecam. Poprzez brutalność może polecę ją jednak (przede wszystkim) rodzicom niż dzieciom. A dlaczego rodzicom? Bo pięknie przedstawia zmiany zachodzące w nastolatku, których rodzic może nie zauważyć. Zawsze może to otworzyć oczy na pewne sprawy.



Za książkę serdecznie dziękuję Panu Wojciechowi Krusińskiemu!



Mon.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø (35/2017)




Hej!

Znowu dawno mnie nie było, ale miałam kilka spraw do załatwienia w związku ze zmianą pracy. Teraz będę pracować jak przystało na normalnego człowieka 8.00-16.00 (bo przecież ludzie w handlu to roboty i mają pracować w niedziele - nikogo to nie ima). Ale może pomińmy te tematy polityczne, bo ja tu nie o tym chciałam... A chciałam Wam co nieco poopowiadać (jeśli można tak to nazwać) o pierwszej z cyklu o Harrym Hole powieści od Jo Nesbø, czyli o Człowieku nietoperzu.





Zarys fabuły:

Norweski policjant Harry Hole zjawia się w Sydney, aby pomóc australijskiej policji w rozwiązaniu sprawy morderstwa jego rodaczki. Wydaje się, że to seryjny morderca. Policja próbuje znaleźć cechy łączące ofiary. Gdy giną kolejne osoby, nic do siebie nie pasuje i trop się urywa. Policjanci muszą zdążyć złapać mordercę (lub morderców) nim zginą kolejne osoby.



"- Przemoc jest jak coca-cola i biblia.
Należy do klasyki."


Opinia:

Harry zaraz po przyjeździe został sprowadzony do parteru. On miał tylko pomagać, a policja w Sydney miała się wszystkim zająć. Nie sądzicie, że bardzo miłe przywitanie? Ja wszystko rozumiem, ale nie rozumiem jak można tak potraktować gościa, który chce (albo musi) pomóc... Jakieś takie dziwne to dla mnie.

Ogólnie rzecz ujmując książka była... Trochę nudna? Przynajmniej do połowy. Nie wciągnęło mnie to tak super, żebym przeczytała ją w 2 dni i od razu ciachała recenzję. Połowa książki to wstęp, ta historia o człowieku nietoperzu oraz historia Australii. Co do opowiadania o Australii - wielki szacunek. Można "liznąć" trochę kultury, historii tego kraju, Aborygenów i białych oraz geografii kontynentu.



"Cóż, Australia to kraj, który chwali się, że zdołał
z wielu rozmaitych kultur stworzyć 
dobrze funkcjonujące społeczeństwo.
Ale dla kogo ono dobrze funkcjonuje? (...)
Biali wieszają sobie w domu sztukę aborygeńską
i już mają spokojne sumienie. Aborygenów natomiast
widać w kolejkach po zasiłek, w statystykach zabójstw
i więzieniach."



Noo i oczywiście typowy Harry, czyli typowy policjant książkowy - ma problemy i jest samotny. Ciekawe ile razy jeszcze przeczytam książkę z takim bohaterem. Autorzy, to się robi nudne!!!



"- I jaki z tego morał? (...)
- Że miłość to większe misterium niż śmierć. 
I że należy wystrzegać się węża."



Do teraz nie wiem co ten człowiek nietoperz miał wspólnego z historią. Jakoś mi to niestety nie zagrało. Mocno naciągane, albo ze mną jest coś nie tak 😁

Od połowy książka zaczyna się robić ciekawa. Opowieść staje się nietuzinkowa. Są niespodziewane zwroty akcji, ginie trochę osób. I co mi się bardzo podoba w tej książce, zakończenie książki znajduje się na 2 strony od końca powieści. A nie np. 30 stron do końca a my już znamy rozwiązanie sprawy - więc po kiego grzyba to dalej czytać...


Ocena: 6,5/10


Reasumując, stwierdzam iż przeczytam kolejne części z Harrym, bo mam nadzieję, że będą lepsze. Mam niestety takie przyzwyczajenie, że jak seria to czytam od początku, nawet gdy nie trzeba. Także, jeśli chcecie przeczytać tę książkę oraz całą serię, to zachęcam. Jeśli jednak chcecie tylko tę część przeczytać i na tym koniec - nie polecam.



Czytaliście? Jak Wasze wrażenia?


Mon.

czwartek, 2 listopada 2017

Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman (33/2017)


Hej!



Dzisiaj post z serii SERIAL CZY KSIĄŻKA. A może ani to ani to. Pierwsze co muszę przyznać tej książce - wydanie jest przepiękneeee! 💗 Przednia okładka się palcuje trochę, ale da się z tym żyć. Ale my chyba tu nie tylko o tym. Treść jest najważniejsza. A jak z tą treścią? Zapraszam do czytania. 😊



Zarys fabuły:


Cień siedzi w więzieniu. Na kilka dni przed wyjściem dowiaduje się o śmierci swojej żony. Wracając do domu poznaje Wednesdaya, który wie o nim wszystko. Proponuje mu pracę. Sceptycznie nastawiony Cień zgadza się jednak na podjęcie współpracy. To będzie dla nich długa droga przez Stany...


"- Nie nazywaj człowieka szczęśliwym, póki żyje (...)"


Opinia:


Cóż mogę powiedzieć o plusach książki.... Otóż na pewno jest to okładka. Iiiii ostatnie 30 stron. Tak. I to by było na tyle akcji. Akcja w tej książce to ostatnie 30 stron. Natomiast motyw z obrabowaniem banku przez Wednesdaya i Cienia? Majstersztyk. Sama bym tego lepiej nie wymyśliła. To był plus tej książki. Kolejny to rozdział zaczynający się na stronie 323 w/w wydania. Opisuje ile cierpienia jest na świecie, ale nie może nas to za bardzo obchodzić, bo jednak na swój sposób chcemy być szczęśliwi. Trochę pożałujemy tych którym się nie udało, ale w spokoju jemy obiad z rodziną. Bardzo dobitny i prawdziwy tekst, dający do myślenia, zupełnie inny od tej całej wartkiej akcji...



"Tak właśnie żyjemy: rozmawiamy, poruszamy się, funkcjonujemy
dzień za dniem, nieczuli na ból i cierpienie innych. Gdyby się do nas
przebiło, okaleczyłoby nas albo przemieniło w świętych,
ale zwykle go nie czujemy. Nie możemy na to pozwolić."



Nie rozumiem zachwytu nad książką. Toż to nudne jak flaki z olejem. Uwierzcie mi, że dla mnie spanie w ciągu dnia to strata czasu i mój organizm nie robi takich rzeczy. A tutaj - przeczytałam 5 stron (dosłownie) i spałam jak zabita. I tak kilka razy. W międzyczasie przeczytałam książkę Menkella i zaczęłam Cherezińskiej, dlatego tak długo Amerykańscy bogowie  wisieli mi na blogu w "Teraz czytam". Męczyłam tę książkę i w sumie gdyby nie serial, nic do momentu pisania tej recenzji bym nie pamiętała. Akcja się wlokła... Ja usypiałam. Nic mnie tam nie porwało. A propos porwań. Był tak wątek o porywaniu dzieci. Znikały i nikt nie wiedział gdzie. Zapowiedź z tyłu mówi nam, że to będzie dość ważna część książki. Ta. W jednym rozdziale trochę o tym kto i jak się zagubił, a na koniec książki, że jakoś cudownie Cień wpadł na rozwiązanie zagadki. Wsio. No przecież ludzie, dajcie żyć. Wydanie jest piękne, ale tak mnie umęczyła ta książka... Tak żałuję, że pomyślałam w ogóle żeby ją kupić... Masakra.


Ocena: 5/10


Nie polecam książki. Tyle. Szkoda czasu według mnie. To ona spowodowała, że przestało mi się chcieć w ogóle czytać... Miesiąc mnie nie było na blogu... To mówi samo za siebie.




Książka czy serial?


Jako, że książka jest do bani - serial może być tylko lepszy. Nie wiem co produkcja serialu brała, ale ja czytając tę książkę, w życiu nie wyobrażałam sobie czegoś takiego, co oni pokazali. W każdym razie powinni się podzielić tym z czytelnikami książki. Na pewno pomoże. Co do serialu - przystojny pan Cień 😀






Aktorzy są dobrze dobrani. Wszystkie efekty specjalnie też jak najbardziej na plus. Bardzo podobał mi się odcinek pokazujący związek Laury i Cienia. Jej życie, gdy Cień był w więzieniu, i życie po życiu. Jeśli jednak chodzi o całość - szału nie ma, bo jednak jest to na podstawie książki, a książka mi się nie podobała... Może obejrzę drugi sezon, może nie. Mam mieszane uczucia. Nie mam pojęcia czy Wam polecić ten serial... Trochę dziwny, ale może Wam się spodoba. Decyzja należy do Was. Niestety, ja nie będę z niecierpliwością czekać na kontynuację. Jest dużo lepszych seriali do obejrzenia.


Już niedługo na blogu będzie przedpremierowa recenzja, wyczekujcie! 😁



Mon.


Czytaliście książkę? Oglądaliście serial? Jak wrażenia? Piszcie!



poniedziałek, 9 października 2017

Morderca bez twarzy - Henning Mankell (32/2017)



Hej!


Powiem Wam szczerze, że te promocje w Biedronce są fajne. Książki po 9,99zł. Niżej opisana nawet w twardej oprawie. Gdyby nie te promocje nie poznałabym owego autora, a jest co czytać. Dzisiaj będzie o Mordercy bez twarzy Henninga Mankella, czyli o pierwszym tomie z cyklu o policjancie ze Skanii.


Henning Mankell to nieżyjący już szwedzki pisarz, uznawany za jednego z lepszych w tej części Europy. Sławy przysporzył mu bohater jego kryminałów - Kurt Wallander. Cykl z policjantem dorobił się także wielu ekranizacji. Pozostałe powieści Mankella to np. Chińczyk oraz Mózg Kennedy'ego.






Zarys fabuły:


Historia zaczyna się, gdy dwoje staruszków zaniepokoiło coś w nocy. Posesja sąsiadów wydawała być się jakaś inna. Mężczyzna słyszał wołanie o pomoc. Gdy zjawił się w domu obok, zastał makabryczny obraz. Sąsiadka została przywiązana do krzesła, mając pętlę na szyi ledwo oddychała. Jej mąż został bestialsko zamordowany na jej oczach. Ciche miasteczko w Szwecji. Morderstwo na dwóch starszych osobach. O co może chodzić? Rozwiązania zagadki podjął się policjant lokalnej komendy - Kurt Wallander.



Opinia:

Sprawa wydaje się być nie do rozwikłania. I tak jak w tytule widać, morderca zdaje się nie mieć twarzy. Kto i po co miał napaść parę starszych, miłych ludzi? No, nie wierzmy naszym sąsiadom. Każdy ma coś za kołnierzem 😉 Jednak wydaje mi się, że nie warto wiedzieć za dużo.


"Jak mało człowiek wie o swoich sąsiadach(...)"


Jeśli chodzi o szwedzkie nazwy - jestem z nimi w większości zaznajomiona (praca, a nie nauka języka), więc nie przeszkadzały mi w czytaniu 😀. Bardzo fajny klimat powieści - zima nadchodzi do nas wielkimi krokami, więc trzeba się przygotować, a tutaj klimat jest iście mroźny, choć trochę dziwne, że w styczniu tam jeszcze śnieg nie spadł. Klimat mroczności nadaje powieści ta mała mieścina, gdzie wszyscy NIBY się znają.


Dodatkowy wątek to morderstwo na cudzoziemcu, które niejako łączy się z podwójnym morderstwem z głównego wątku. Podejrzanymi o zamordowanie staruszków byli cudzoziemcy, co od razu odbiło się na uchodźcach. Nie mogę powiedzieć czy ma jednak związek z tym pierwszym, bo nie chcę spojlerować. Dodam jeszcze, że książka jest 1991 roku, a problem imigrantów przedstawionych w tej powieści jest nadal taki sam, albo i większy.



"Przyjechała samochodem - odparł ojciec. - Przywiózł
ją młody mężczyzna o czarnej twarzy.
- Co chcesz przez to powiedzieć? Jak to o czarnej twarzy?
- Słyszałeś może o Murzynach? (...)"



Co mnie nie zaskoczyło w tej książce? Policjant, który ma problemy rodzinne. Żona od niego odeszła, córka nie chce go widywać, a ojciec psioczy, że ten go nie odwiedza. Na podobne problemy cierpią: Meyer u Bondy, Hedström u Läckberg. No ileż można? Ja wiem, że policjanci mają dużo pracy, ale są i tacy którzy dalej mają rodziny i żyją.


Końcówka przyspiesza, ale nie daje nam rozwiązania sprawy, co powoduje, że w sumie nie wiemy, czy Kurt znajdzie sprawców, czy nie. Bo jakby na to nie patrzeć, wiele jest nierozwiązanych spraw, a my w kryminałach czytamy tylko o sukcesach policji i innych służb. Tak, wiem, wiem, zero przyjemności z czytania o nierozwiązanych sprawach. Niekomercyjne, wiem 😁



Ocena: 8/10


Książka godna polecenia wszystkim, bez wyjątku. Klimat bardzo podobny do Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet, więc wszystkich fanów książki i ekranizacji serdecznie zachęcam do przeczytania. No chyba, że nie lubicie kryminałów. To wtedy nie czytajcie.



Mon.


środa, 4 października 2017

Wyznania Agentki - Paulina Matysiak (31/2017)


Hej!


Ło laboga! No zapuściłam bloga! Ale nie myślcie, że nie czytałam! Czytałam proszę ja Was Gaimana, ale stwierdziłam, że porównam książkę do serialu, a jednak książka nie jest zbyt wciągająca i krótka, dodatkowo serial też zabiera czas. Po owym stwierdzeniu rzeczywistości dostałam maila z propozycją współpracy. Gdy Pani Paulina napisała do mnie -  przedstawienie książki i sama zawarta w niej historia tak mnie zaintrygowała, że na bok odszedł mój meksykański serial! 😀 Ej, śmiejcie się, ale przez ten serial bardzo dużo przypomniałam sobie z języka hiszpańskiego, więc przyjemne z pożytecznym! Przejdźmy jednak do książki.







Zarys fabuły:


Polska agentka jest na terapii u psychologa.  Została złapana na terytorium Rosji, ale cała sytuacja sprawiła, że nie pamięta kim jest i jak się tam znalazła. Lekarz ma pomóc jej w odzyskaniu pamięci.  Rosjanie zatrzymali Anastazję wmawiając jej, że jest polską agentką. Miała również romans z ważnym politykiem rosyjskim, ale nie chce ujawniać jego tożsamości. Czy rozmowa z psychologiem pomoże jej przypomnieć sobie kim jest?



Opinia:


Powieść jest bardzo wciągająca. Jest podzielona na cztery sesje prowadzone z psychologiem. Na każdej z nich w ramach rozmowy (która czasem nie jest zbyt miła) Agentka opisuje interesujące historie, które przydarzyły się jej za granicą. Jest tu dużo erotyki, gdy opowiada o romansie z ważnym politykiem. Sceny rodem z Greya 😀


W książce pojawiają się opinie Agentki na temat aktualnej sytuacji politycznej całej Europy. Ja bardzo lubię takie tematy. To co się dzieje teraz na arenie międzynarodowej jest przerażające, co autorka genialnie oddaje w książce. Wydaje mi się, że z Panią Pauliną mamy podobne zdanie na temat niektórych faktów.


Bardzo interesujący wydał mi się fragment, gdzie Agentka opowiada o tajemnicach znaczących ludzi i próbie ich odkrywania. Przykładem był sakrament spowiedzi i spisywanie sekretów ważniejszych osób (np. polityków i finansistów) w teczkach znajdujących się w Watykanie lub w rękach władzy. Powiem Wam, takie teorie spiskowe do mnie przemawiają. Jak już wiecie z mojej recenzji Konklawe nie jestem zwolenniczką Kościoła. Same tajemnice, ukrywana pedofilia itd. Nie są tak święci za jakich się podają i fajnie wiedzieć, że nie tylko ja tak sądzę.



"Człowiek, który zapomina o przeszłości,
wyzbywa się przyszłości."


 Muszę jednak przyznać, że w połowie tego opowiadania co jej się tam nie przytrafiło, zastanawiałam się co autorka takiego wymyśli, żeby czytelnika zaskoczyć. W pewnym momencie zaczynałam się zastanawiać ile jeszcze do końca. Ale powiem Wam, że czytając zakończenie, ja, kulturalna i oczytana kobieta powiedziałam sobie "ło kuuuuu****". Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam. Zamurowało mnie totalnie. Dawno nie czytałam książki z takim zakończeniem. Ostatnio było to chyba Konklawe. To była jedna z tych powieści, że gdy skończyłam czytać, siedziałam jeszcze kilka minut z książką w ręce i zastanawiałam się nad sensem życia.



Ocena: 8/10


Jeśli lubicie czytać o opiniach na temat sytuacji politycznej na świecie oraz uwielbiacie tematy Greyowskie, ta książka jest dla Was. Czytanie tej powieści stanie się gratką również dla miłośników psychologii i czytania o rozmowach psychologa z pacjentem. Osobiście polecam książkę. Nie polecam jej osobom, których akcja musi porwać od 1 strony, bo zaskoczenie wstępuje jednak pod koniec.




Za możliwość przeczytania powieści dziękuję bardzo Pani Paulinie Matysiak!






I teraz pytanie za 100 pkt do Was. Chciałabym poczytać o teoriach spiskowych (prawdziwych/ fikcyjnych) dotyczących Watykanu. Ktoś coś mi poleci?



Mon.


PS. Wracając do Gaimana to jestem w 2/3, ale zaczęłam czytać Mankella 😂 No i zrozum tu kobietę.


czwartek, 7 września 2017

Skalpel - Tess Gerritsen (30/2017)



Hej!


Ojjj moi drodzy. Zaczyna się jesień, czyli najlepszy czas dla domatorów i książkoholików. Jesieni nie lubię, ale kiedy tylko zrobię zapasy przeróżnych herbatek - na pewno polubię siedzenie w domu pod kocem z herbatką i książką 💗 A dziś mam dla Was recenzję 3 tomu z serii Anatomia zbrodni, czyli Skalpel Tess Gerritsen.






Zarys fabuły:


Jane Rizzoli zajmuje się sprawą wypadku młodego mężczyzny na ulicach Bostonu. Okazuje się, że wypadł z samolotu. Od sprawy odciąga ją policjant, Vincent Korsak, mówiąc, że jego sprawa ją bardzo zainteresuje. Gdy przyjeżdża na miejsce zbrodni wracają do niej koszmary sprzed roku. Chirurg powrócił? Przecież siedzi w więzieniu... Więc kto popełnia zbrodnie, które cechują właśnie jego?


Opinia:


Co by nie powiedzieć o tej książce - jest dobra. Fajnie wróciło mi się do Jane Rizzoli i do jej temperamentu. Troszkę z charakteru przypomina Chyłkę, może dlatego lubię książki o silnych kobietach. Akcja w książce jest. Jest od pierwszej strony. Fajny zwrot akcji, jeśli chodzi o początkową sprawę, którą Jane porzuca dla innej. Cała książka bardzo przypomina seriale CSI albo NCIS. Genialne posunięcie ze strony autorki - poprzez niewiedzę Rizzoli dostajemy duży zatrzyk informacji jeśli chodzi o sekcje zwłok, terminy kryminalistyczne i tym podobne.



"(...) - Wszyscy jesteśmy w pewnym stopniu nienormalni.
- Ale nasza nienormalność jest normalna. (...)"



W książce powraca motyw z 1 tomu serii. Chirurg, który upolował Jane znów jest na wolności, a może to jednak nie on? Troszkę to dla mnie odgrzewane kluski. Czasem też uczucia i myśli Jane przeważają nad akcją i to mi się nie podobało. Myślałam co może autorka tutaj z tych odgrzewanych klusek wykrzesać. A no mogła bardzo fajną historię, która zakończyła się tak, że mi kopara opadła.

Najlepszy element książki (oprócz akcji) to myśli mordercy przedstawione jako oddzielne rozdziały/podrozdziały. Opis jego pobudek, jego problemów, które spowodowały, że robi to co robi. Trochę to dziwne i odrażające, ale może dlatego historia Chirurga była taka ekscytująca.


"Ludzie szczęśliwi stają się samowystarczalni,
oddychają innym powietrzem i podlegają
innym siłom grawitacji"


Zazwyczaj gdy czytam książkę staram się pisać w notatniku plusy i minusy, żeby jaka taka recenzja z tego powstała. Tutaj były tylko dwa plusy. Po prostu czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, a przyjemności nie przerywa się błahymi sprawami takimi jak czynienie notatek 😂

Jeden mały minus, a mianowicie - co to za pisanie "Rizzoli & Isles" na tylnej okładce, skoro współpracowały razem i w sumie to tyle? Myślałam, że razem będą sprawy rozwiązywać, psiapsióły od stołu sekcyjnego czy coś... A tu w sumie kilka spotkań przy sekcjach i tyle. No nic, może się rozkręcą w innych tomach, bo w sumie na to liczę.


Ocena: 8/10


Polecam książkę z czystym sumieniem. Wszyscy, którzy lubią seriale kryminalne (nie mówię tu o "Gliniarzach" albo "Policjantkach i policjantach" 😀) i książki Tess nie zawiodą się. Nie polecam osobom z wrażliwym żołądkiem, bo niektóre opisy powalają.



Mon.

Czytaliście Skalpel? Jakie macie wrażenia? No i najważniejsze - powiedzcie mi czy kolejne tomy ukażą jakąś głębszą relację Rizzoli i Isles?


środa, 30 sierpnia 2017

Angielka - Katherine Webb (29/2017)




Hej!


Powiem Wam szczerze, bardzo dziwna opowieść. Podobała mi się i mi się nie podobała. W sumie nie wiem co myśleć. Pierwszy raz tak mam... Chociaż może nie pierwszy... A mowa tu o Angielce Katherine Webb.





Zarys fabuły:

Joan Seabrook jest archeolożką. W 1958 roku tytułowa Angielka wraz ze swoim narzeczonym przyjeżdża do Maskatu. Tutaj poznaje starszą panią, swoją idolkę, odkrywczynię - Maude Vickery. Więź między kobietami szybko się zacieśnia i Joan dostaje trudne zadanie od Maude. Jeszcze nie wie, że może to wywrócić jej życie do góry nogami. Rodzinne tajemnice, żar pustyni, dziwna staruszka, spełnianie marzeń, zdrady - to wszystko znajdziecie w tej książce.



"-Panno Seabrook, jest pani 
zwykłą turystką. Nikim więcej."


Opinia:

Przede wszystkim kupiłam tę książkę, gdyż myślałam, że jak bohaterką jest pani archeolog to może pojedzie na jakieś wykopaliska. Że na przykład odkryje coś, czego nie powinna i miejscowa ludność będzie ją gonić z siekierami albo dzidami. No cokolwiek! A tu nie. Joan jest panią archeolog i na tym się kończy. W każdym razie robi różne rzeczy, ale nie kopie.



" - Nikt nie jest bezradny, jeśli sam tak postanowi (...).
- Ale skoro nasza ścieżka została już wytyczona...
- To nie znaczy, że możemy z nią iść z zawiązanymi oczami (...)"



Muszę przyznać, że opisy natury są w tej książce genialne. Jak Wam będzie zimno w zimę to weźcie do ręki tę książkę - na pewno Was ogrzeje. Suchość, skwar, pustynia. Jednocześnie opisy są też minusem. W pewnych momentach robi się z tego pustynne Nad Niemnem, a ja rozwlekłych opisów nie lubię.


Czy w tej książce jest akcja? No jakby to powiedzieć... Nie wyczułam 😀Wątek obyczajowy ogólnie rozwlekły, przegadany, co kilka stron autorka powtarza to co bohaterka myśli i czuje (a uwierzcie, że te myśli się zbytnio nie zmieniają).



"Prawdziwymi przeszkodami są tylko mury i kajdany.
Resztę pokonasz, jeśli tylko zechcesz."



Jedyne, co mi się podobało na 100% w tej książce to skoki czasowe co rozdział. Jeden rozdział o Joan, a drugi to historia jeszcze młodej, rządnej przygód Maude. Fajny zabieg, gdyż czasem nawet chciałam przeskakiwać rozdziały, żeby się dowiedzieć co tam z tą Maude było. Opowieść o Maude bardzo fajna, dobitna, budzi emocje w czytelniku. Joan to ciepłe kluchy, nic ciekawego.



Ocena: 6/10


Szczerze mówiąc męczyłam się z tą książką jak mało kiedy. Może przy 2 tomie Szklanego tronu było mi podobnie. Książki ogólnie za bardzo nie polecam, chyba, że uwielbiacie powieści obyczajowe - wtedy jest to coś dla Was. I tutaj Was wystrzegam przed kupowaniem czegoś, bo ktoś to polecił, więc i ja spróbuję. Anita na swoim kanale bardzo polecała Angielkę, że się dzieje, że jej klimaty, że ten Oman. Miałam inne wyobrażenia na temat tej książki. Raczej myślałam, że dostanę Indianę Jones w spódnicy. Z drugiej jednak strony - jeśli nie weźmiecie książki do ręki, to się nie przekonacie. I tutaj jestem w kropce...



A Wy, czytaliście Angielkę? Jakie opinie? Piszcie!


Mon.


środa, 16 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Zaklinacz ognia - Cinda Williams Chima (28/2017)



Hej!


Dzisiaj na blogu moja pierwsza przedpremierowa recenzja. Powiem Wam, jak na razie udają mi się współprace, bo jeszcze nic słabego do recenzji nie dostałam. Co sądzę o Zaklinaczu ognia i dlaczego myślę inaczej niż inni?






Zarys fabuły:


Adrian, syn Wielkiego Maga zostaje napadnięty w ciemnej uliczce, co skutkuje zabiciem jego ojca. Opuszcza rodzinne strony, aby doskonalić się jako uzdrowiciel. Sądzi, że za zasadzką stoi okrutny król Ardenu - Gerard. Jenna pracuje na kopalni. Przybycie króla Gerarda zmienia jej życie i nastawienie do świata. Dodatkowo tajemnicze znamię na karku nie daje jej spokoju. Ich losy splatają się na ardeńskim dworze. Czy uda im się zemścić na Gerardzie?


Opinia:


Bardzo sceptycznie podchodziłam do tej książki. Tyle recenzji, że książka jest słaba, i że w ogóle Szklany tron tylko gorszy. Wolałam siedzieć na blogach i czytać takie recenzje, niż sama się przekonać czy może jednak mi się to spodoba. Dlatego lubię coś co się nazywa "deadline" oraz "nie ma nic za darmo", które zmusiły mnie do przeczytania tej książki.


Może zacznę od okładki. Rzadko to robię, ale tutaj muszę nadmienić, że okładka to jest w ogóle cudo. Aha, muszę zaznaczyć że nienawidzę Szklanego tronu i już. I tak będzie, więc dla mnie to co widzę teraz jest lepsze. Po pierwsze skrzydełka książki są mega bo wcale nie czuje się, jakby książka była w miękkiej oprawie. Ba! Nawet papier z którego zrobiono okładkę trudno jest zgiąć. Poza tym najważniejsze - prościutki brzeg. Niezłamany. Ja jak czytam muszę to robić wygodnie, więc gdy mam w ręku książkę w miękkiej okładce grzbiet zawsze woła o pomstę do nieba (nie bijcie). A tu? Rozginam książkę a grzbiet nic. Jak z betonu. Szacun. Dodatkowo lśniąca okładka 💗


"-Umrzeć jest łatwo, magiku. - Taliesin pogładziła go
po głowie. - Utrzymać się przy życiu to prawdziwe
wyzwanie."


Ale dość już o okładce, przejdźmy do ważniejszych rzeczy. Ja się po prostu boję do tego przyznać teraz, żeby mi nikt nie napisał, że wydaję dobrą opinię, żeby wydawnictwa chciały ze mną współpracować... Nie. Ta książka naprawdę była fajna. Czytam w międzyczasie Drogę królów i mam porównanie książek fantastycznych. Drażni mnie w tej cegle od Sandersona, że nie zawsze wszystkie nowe słowa, postaci, zwierzęta i whatever są wyjaśnione. I zamiast zaznaczać super cytaty, to zaznaczam kto jest kim i gdzie się pojawił po raz pierwszy. A i tak mało z tego czaję. Tutaj autorka każde nowe słowo bądź inne rzeczy wyjaśnia nam od razu, tak że nie czujemy się imbecylami, że nie ogarniamy o co chodzi.


"-(...) Myślę, że Tourant był głupi. Dla nas to lepiej,
że wpadł do rzeki, zanim zdążył się rozmnożyć."


Wiele opinii głosi, że w tej książce nie ma akcji. No muszę to przyznać, nie znajdziecie tu bitew niczym w Grze o tron (chociaż wybuchy czasem są, no i są smoki). A to tylko dlatego, że jest to raczej książka oparta na intrygach, na podstępach i knuciu przeciwko złemu królowi. Zaskoczyło mnie zakończenie. Nie wiem czy pozytywnie. Typowy happy end, więc zastanawiam się jak autorka pociągnie kolejną część i co tam wymyśli.


Biorąc książkę do ręki wiedziałam, że to młodzieżówka. Sobie myślę, że jak mi dadzą wątek miłosny jak w Szklanym to tym walnę o ścianę i na tym się skończy. A tu proszę ja Was, żadnych zbędnych myśli czy kocha czy nie kocha. Jest dwoje ludzi (czy tam nastolatków), jest pożądanie, są pocałunki, jest coś więcej i tyle. A nie rozmyślania czy on mnie jeszcze kocha czy... W każdym razie OMG. Ale czego o mnie nie wiecie? Uwielbiam seriale wenezuelskie oglądać. A wątków romantycznych w książkach nie cierpię. Nie pytajcie dlaczego, bo nikt Wam nie odpowie 😀


"- Nadziei nie da się ujarzmić regułami ani wcisnąć
pod but przykrych doświadczeń. To błogosławieństwo
i przekleństwo zarazem. (...)"


Ogólnie, żeby nie było tak cukierkowo... Wiele jest w tej książce nawiązań do Szklanego i Gry o tron. Nawet do naszego świata (np. Zatoka Bastońska - pewnie niedaleko Bostonu). Mnie to natomiast nie przeszkadzało, ważne żeby lekko się czytało. [Częstochowskie rymy na propsie 😀] Mało rozbudowany świat, ale już wyżej wspomniałam, że jeśli o mnie chodzi to w prostocie siła.



Ocena: 7,5/10


I teraz najważniejsze, książkę z czystym sercem polecam. Nie znajdziecie tu pościgów na koniach i mordobić. A nie, czekaj, mordobicia były. Pościgów nie było... Znajdziecie tu intrygi i smoki i magię i w ogóle inne  fajne rzeczy. Nie polecam, gdy ktoś musi w książce mieć akcję od pierwszej do ostatniej strony oraz uwielbia super rozbudowany świat stworzony od podstaw. Ogólnie książka lekka, idealna na te upały (bo nie trzeba tyle myśleć co przy Drodze królów!).



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive!




Mon.


Nie będę pytać czy czytaliście skoro jutro premiera, a więc kto czytał - zapraszam do komentowania! 😀


środa, 9 sierpnia 2017

Immunitet - Remigiusz Mróz (27/2017)



Hej!


Jak tak patrzę to nieźle mi idzie to wyzwanie na 2017 rok. Jak dotąd 27 książek. Dla mnie to sukces biorąc pod uwagę, że na przykład rok temu nie przeczytałam chyba żadnej książki. Fajne są takie zmiany. Jak dobrze pójdzie to następny post będzie postem niespodzianką. Ale nie zapeszam, bo to dla mnie wielki sukces, a jeszcze nic nie doszło i nie przeczytałam (to się teraz możecie domyślać o co chodzi 😀)... Ale dzisiaj przejdźmy do recenzji kolejnej części opowiadania o Chyłce i Zordonie. Tym razem na tapecie Immuniuniu Mroza. Dla niewtajemniczonych czym jest immuniuniu - zachęcam do obejrzenia filmiku na YT.






"- Chyłka? - zapytał.
- Niektórzy twierdzą, że raczej odchyłka."



Zarys fabuły:


Do Chyłki zgłasza się kolega sprzed lat. Jest nim najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Został oskarżony o zabójstwo człowieka, o którym nigdy nie słyszał. Prokuratura jednak ubiega się o uchylenie immunitetu dla sędziego. Chyłka podjęła się tej sprawy, jednak zaczyna dostawać tajemnicze wiadomości od nieznanej osoby lub osób.



" - Bzdura - skwitowała. - W tym kraju ostoją mocy
jest Pudzian, a trwałości Ibisz."



Opinia:


Po książkę sięgnęłam, gdyż się za Mrozem stęskniłam. Jak wiecie musiałam sobie troszkę przerwy zrobić od ostatniej Rewizji, w której to autor popłynął z wątkiem obyczajowym. W czwartej części o superprawnikach pan Remigiusz się postarał. Zdecydowanie mniej jest życia prywatnego bohaterów, a więc ja będę to chwalić po wsze czasy. ALE! Był pewien problem z zakończeniem. Mianowicie chodzi o to, że należę do różnych grup o książkach na facebooku. W jednej z nich odbywała się dyskusja apropo Inwigilacji i pewien osobnik płci żeńskiej nie omieszkał zaspojlerować mi zakończenia książki dotyczącego życia prywatnego Chyłki. No całe szczęście i wielkie dzięki, że pani mi nie zaspojlerowała całej książki [i tu niecenzuralne słowo]. Łaskawie... Grupy książkowe na FB to ZUO!



"Kiedyś żyło się od zbiorów do zbiorów,
dzisiaj od case'a do case'a."



Dobra. Żale spłynęły... 😂 Humor Chyłki jak zawsze świetny, a teksty dobitne. Akcja pędzi od pierwszych stron. Jeśli chodzi o uczucia odnośnie Sendala (oskarżonego sędziego)... Może to być spojler więc kto czytał to czyta dalej, a kto nie to niech nie brnie: Nienawidzę gościa za te walki psów. Mam kota, uwielbiam też psy i jak przeczytałam jak się to odbywa to wyrwałabym nogi z du** takim ludziom. Albo niech sami ze sobą walczą na śmierć i życie, a nie biedne zwierzęta... Ale jak to mówią najgorszym ze zwierząt jest właśnie człowiek. KONIEC SPOJLERU. Chyba jednak o to chodzi, żeby książka wywoływała jakieś odczucia, więc autorowi się udało.


"- Ale Segal znał wschodnie sztuki walki - dodał 
Kordian. - Ci dwaj mogliby takie sceny odgrywać 
co najwyżej w "Ojcu Mateuszu"."


Kolejna książka Mroza, którą czyta się z przyjemnością. Nie ma się o niej specjalnego zdania, bo utrzymuje poziom poprzednich tomów. Więc jak utrzymuje ten poziom to jest po prostu dobra i wiemy czego się można spodziewać. (Ok, zapomnijcie o Rewizji 😀) W każdym razie Immunitet był sympatyczny. Muszę jednak przyznać, że sprawa, którą zajmowali się Chyłka i Zordon nie była jakaś powalająca i zaskakująca. Bardziej w książce podobała mi się ich współpraca, sposób w jaki dochodzą do prawdy, niż sama sprawa. Jest kilka ciekawych wątków i wydarzeń w książce, także na nudę narzekać nie można.


Ocena: 8/10


Książkę jak najbardziej polecam: przede wszystkim fanom Mroza, wszelkiej powieści prawniczej i fanom Grishama. A co ma do tego Grisham? Bo jest gorszy od Mroza (subiektywnie oczywiście). Po Raporcie pelikana przestałam czytać jego książki, a Mróz ciągle mnie "interesuje" 😀 To musi o czymś świadczyć. Nie polecam książek o Chyłce osobom, które nie lubią ciętego języka u głównych bohaterów (czyli standardowo).



Czytaliście Inwigilację? Co sądzicie? Piszcie!




Mon.