Hej,
dzisiaj mam dla Was długo wyczekiwaną (heh) recenzję Dziedzictwa ognia, czyli 3 tomu Szklanego tronu. Cóż się będę rozpisywać, zapraszam do lektury 😀 Recenzja nie będzie długa, ale będzie dosadna.
Zarys fabuły:
Cealena próbuje dostać się do Doranelle, do swojej ciotki Meave. Po drodze musi zmierzyć się z siłą, którą w sobie nosi. Poznaje Rowana. Czarownice też tam mają jakiś swój wątek.
I tak szczerze? Nie chcąc spojlerować tylko tyle mogę napisać z tego co pamiętam. Bo naprawdę więcej nic się nie działo. Kompletnie.
Opinia:
Ostatni raz biorę się za którąś z części Szklanego tronu. Czytałam tę książkę 2 tygodnie. Masakra jakaś. O ile w Koronie w mroku zaczyna się coś dziać w połowie, to tu na ostatnich 100 stronach. Miałam nadzieję, że będzie wielki rozpierdol, bo takie recenzje czytałam. Euforia normalnie. No, jakby to powiedzieć, nie. Nigdy w życiu. Po prostu, nie czytajcie tego.
Ocena: 5/10
Może młodzieżowe fantasy nie jest dla mnie i nie czuję tego klimatu? Nie wiem. Gdybym była kiedyś taka głupia i wzięła się za Dwór cierni i róż tejże autorki to przysięgam sobie, że gdy mnie nie wciągnie to po prostu nie będę się męczyć...
I tym optymistycznym akcentem kończę tę długo wyczekiwaną, krótką recenzję 😂
Pozdrawiam,
Mon.


