środa, 9 sierpnia 2017

Immunitet - Remigiusz Mróz (27/2017)



Hej!


Jak tak patrzę to nieźle mi idzie to wyzwanie na 2017 rok. Jak dotąd 27 książek. Dla mnie to sukces biorąc pod uwagę, że na przykład rok temu nie przeczytałam chyba żadnej książki. Fajne są takie zmiany. Jak dobrze pójdzie to następny post będzie postem niespodzianką. Ale nie zapeszam, bo to dla mnie wielki sukces, a jeszcze nic nie doszło i nie przeczytałam (to się teraz możecie domyślać o co chodzi 😀)... Ale dzisiaj przejdźmy do recenzji kolejnej części opowiadania o Chyłce i Zordonie. Tym razem na tapecie Immuniuniu Mroza. Dla niewtajemniczonych czym jest immuniuniu - zachęcam do obejrzenia filmiku na YT.






"- Chyłka? - zapytał.
- Niektórzy twierdzą, że raczej odchyłka."



Zarys fabuły:


Do Chyłki zgłasza się kolega sprzed lat. Jest nim najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Został oskarżony o zabójstwo człowieka, o którym nigdy nie słyszał. Prokuratura jednak ubiega się o uchylenie immunitetu dla sędziego. Chyłka podjęła się tej sprawy, jednak zaczyna dostawać tajemnicze wiadomości od nieznanej osoby lub osób.



" - Bzdura - skwitowała. - W tym kraju ostoją mocy
jest Pudzian, a trwałości Ibisz."



Opinia:


Po książkę sięgnęłam, gdyż się za Mrozem stęskniłam. Jak wiecie musiałam sobie troszkę przerwy zrobić od ostatniej Rewizji, w której to autor popłynął z wątkiem obyczajowym. W czwartej części o superprawnikach pan Remigiusz się postarał. Zdecydowanie mniej jest życia prywatnego bohaterów, a więc ja będę to chwalić po wsze czasy. ALE! Był pewien problem z zakończeniem. Mianowicie chodzi o to, że należę do różnych grup o książkach na facebooku. W jednej z nich odbywała się dyskusja apropo Inwigilacji i pewien osobnik płci żeńskiej nie omieszkał zaspojlerować mi zakończenia książki dotyczącego życia prywatnego Chyłki. No całe szczęście i wielkie dzięki, że pani mi nie zaspojlerowała całej książki [i tu niecenzuralne słowo]. Łaskawie... Grupy książkowe na FB to ZUO!



"Kiedyś żyło się od zbiorów do zbiorów,
dzisiaj od case'a do case'a."



Dobra. Żale spłynęły... 😂 Humor Chyłki jak zawsze świetny, a teksty dobitne. Akcja pędzi od pierwszych stron. Jeśli chodzi o uczucia odnośnie Sendala (oskarżonego sędziego)... Może to być spojler więc kto czytał to czyta dalej, a kto nie to niech nie brnie: Nienawidzę gościa za te walki psów. Mam kota, uwielbiam też psy i jak przeczytałam jak się to odbywa to wyrwałabym nogi z du** takim ludziom. Albo niech sami ze sobą walczą na śmierć i życie, a nie biedne zwierzęta... Ale jak to mówią najgorszym ze zwierząt jest właśnie człowiek. KONIEC SPOJLERU. Chyba jednak o to chodzi, żeby książka wywoływała jakieś odczucia, więc autorowi się udało.


"- Ale Segal znał wschodnie sztuki walki - dodał 
Kordian. - Ci dwaj mogliby takie sceny odgrywać 
co najwyżej w "Ojcu Mateuszu"."


Kolejna książka Mroza, którą czyta się z przyjemnością. Nie ma się o niej specjalnego zdania, bo utrzymuje poziom poprzednich tomów. Więc jak utrzymuje ten poziom to jest po prostu dobra i wiemy czego się można spodziewać. (Ok, zapomnijcie o Rewizji 😀) W każdym razie Immunitet był sympatyczny. Muszę jednak przyznać, że sprawa, którą zajmowali się Chyłka i Zordon nie była jakaś powalająca i zaskakująca. Bardziej w książce podobała mi się ich współpraca, sposób w jaki dochodzą do prawdy, niż sama sprawa. Jest kilka ciekawych wątków i wydarzeń w książce, także na nudę narzekać nie można.


Ocena: 8/10


Książkę jak najbardziej polecam: przede wszystkim fanom Mroza, wszelkiej powieści prawniczej i fanom Grishama. A co ma do tego Grisham? Bo jest gorszy od Mroza (subiektywnie oczywiście). Po Raporcie pelikana przestałam czytać jego książki, a Mróz ciągle mnie "interesuje" 😀 To musi o czymś świadczyć. Nie polecam książek o Chyłce osobom, które nie lubią ciętego języka u głównych bohaterów (czyli standardowo).



Czytaliście Inwigilację? Co sądzicie? Piszcie!




Mon.

piątek, 4 sierpnia 2017

Podsumowanie lipca i plany czytelnicze na sierpień 2017


Hej!


Dawno nie było na blogu podsumowań i planów. Miałam robić dwa oddzielne posty, ale po co przecież, leniwym się jest a nie bywa. Cud, że jeszcze książki czytam 😂 A tak serio to naprawdę było cienko w lipcu, ale plany na sierpień są. Zapraszam! 


PRZECZYTANE W LIPCU:







Tak, to jedynie udało mi się przeczytać podczas urlopu. Niestety opalając przód nie da się czytać, tym bardziej gdy chce się opalić szyję. Właśnie w momencie pisania tego przyszła mi genialna myśl. Audiobooki. Ale po co mieć taką genialną myśl wcześniej?! Yhhhh. Co do Misery to super książka Kinga, mam nadzieję, że cała kolekcja mnie nie zawiedzie.



























Żałuję, że straciłam na to swój cenny czas. Więcej w recenzji (link w tytule).








Bardzo fajna książka o mieszkańcach pewnego osiedla. Idealna na lato i na urlop, żeby się myśleniem nie przemęczyć. Dodatkowo druga współpraca, więc propsy dla bloga 💗



























PLANY CZYTELNICZE NA SIERPIEŃ:

Mój mężczyzna podjął pracę stateczną 8:00-16:00 w dni robocze, a ja mam dziwne zmiany i dziwne dni wolne, tak więc mam szczerą nadzieję, że nie będę się lenić, gdy będę miała spokój tylko będę czytać (lub blogować). A co będę czytać? A oto propozycje:


  • Droga królów - Brandon Sanderson





Tak. Kiedyś muszę to przeczytać.


































  • Immunitet - Remigiusz Mróz





Jestem w połowie, fajna historia jak na razie. Przynajmniej tutaj jestem pewna, że ją przeczytam 😀






























  • Skalpel - Tess Gerritsen




Troszkę odpuściłam sobie thrillery medyczne, ale mam nadzieję wrócić.

































  • Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman





Bo wreszcie chciałabym zacząć oglądać ten serial!!! Agrrrr! No, ale najpierw muszę sobie ją przykupić 😀 Btw. piękne wydanie. Okładkowa sroka się kłania.






























Chciałabym tu dać więcej książek, ale wolę się pozytywnie zaskoczyć niż biczować, że czegoś nie osiągnęłam. 


A Wy co czytacie w sierpniu? I jaki jest Wasz wynik za lipiec? Piszcie!


Mon.


poniedziałek, 31 lipca 2017

Pośród bloków Epopeja dzielnicowa - Piotr Sokołowski (26/2017)


Hej!


Kolejna współpraca na horyzoncie! Blog mi się rozwija jak widzicie. Znaczy się ja się rozwijam i blog przez to też. No w każdym razie dzisiaj będzie o Epopei dzielnicowej, u której okładka mnie rozłożyła na łopatki. Zresztą tytuł też. Stwierdziłam, że warto przeczytać coś, co ma więcej prawdy w sobie niż inne książki które czytam.




Zarys fabuły:


Epopeja opisuje (nie)codzienne życie mieszkańców jednego z wrocławskich osiedli. I jak to na blokach bywa, większość się zna, na piwko schodzi się na ławeczkę, pograć na boisko, a po zielone do jednego gościa. No niestety, tutaj nie do końca jednego.


Opinia:


Właśnie zdałam sobie sprawę, że trudno było mi napisać zarys fabuły. Nie ma tutaj konkretnego wątku. Są opowiadania, których bohaterami są te same osoby.  Autor stara się, aby narrator był na innym poziomie (czasem też intelektualnym) niż bohaterowie. Większość z bohaterów bardzo mi przypomina Marcina Opałkę z filmu Pitbull. Oczywiście to czyste generalizowanie (i osobiście tak nie uważam), ale jak gość koksi to debil. Jednak na końcu okazuje się, że niektórzy są mądrzejsi od policjantów, gdzie jeden pisze a drugi czyta, dlatego chodzą zawsze we dwóch 😂 Książka nie stroni od morałów, a jednym z nich jest, że lojalności kumpli nie da się jednak kupić. Są bohaterowie z ambicjami, którym się w życiu zaczyna udawać. Przeczytacie tu także o procesjach i niemieckich filmach porno. Cała książka przypomina mi też animowany serial Blok ekipa. Są mózgi operacji, są debile i prześmieszne akcje. Dawno się tak dobrze nie bawiłam przy książce. Zakończenie mnie zaskoczyło. Zastanawiałam się co mnie może zszokować w tak napisanej książce (bo to w sumie takie opowiadania bardziej), a jednak! 😀


"Po około pół godziny pokój był wypełniony dymem
tak szczelnie, że obaj z trudnością widzieli telewizor,
który stał naprzeciwko nich"


Jedynym minusem są czasem występujące zdania złożone 20-krotnie (no, może troszkę przesadzam...). A jak wiecie, przy tych zdaniach zanim dojdziecie do końca to nie wiadomo co było na początku. Kolejny minus to liczba stron (ok.100). Chciałoby się czytać dalej, a tu się skończyło 😕


"Głuchy dźwięk uderzającej o beton czaszki Małego
odstraszył gołębie, które zaczęły latać dookoła,
obficie użyźniając glebę, w tym ubrania obydwu"


Świetna książka na gorące popołudnia, żeby się nie zmęczyć czytaniem i myśleniem. Polecam osobom z blokowisk - przynajmniej się będą utożsamiać (tak jak ja 😀). Gdy ktoś się lubi pośmiać przy książce, również serdecznie polecam. Książkę ogólnie polecam. Jeśli jednak ktoś preferuje wybitne dzieła klasyków to wiadomo - odpada. Ale jak powszechnie wiadomo, nie wszystko się wszystkim podobać musi.


Ocena: 9/10



Za książkę bardzo dziękuję autorowi - Panu Piotrowi Sokołowskiemu!
PS. Proszę grubsze książki pisać, bo dobre są!



Mon.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Honor i zbrodnia - Adam Podlewski (25/2017)



Hej!


Książka za 4,99? To musi coś oznaczać. W tym przypadku oznaczało to jedno - MASAKRĘ. Zapraszam do recenzji Honoru i zbrodni Adama Podlewskiego 😉





Zarys fabuły:


Albert Wieluszycki ginie na rogatkach Warszawy. Podejrzany był o przemyt alkoholu, co próbują zatuszować władze miasta. Rozwiązania zagadki podejmuje się Tomasz Żubrowski i Jacek Olszewski - byli szwolażerowie. Niestety Żubrowski ginie w pojedynku i Jacek sam musi zająć się rozwiązaniem zagadki dla księcia Konstantego, a jak się ma okazać, nie będzie to łatwe...


Opinia:


Powiem Wam, że męczarnia straszna. Już miałam ją rzucić w kąt po 200 stronach, czyli jakiś 2/3 książki, ale jako że mam zapędy sado-maso (hahahaha 😂) to się mordowałam, ale skończyłam. Sytuacja identyczna jak przy Koronie w mroku pani Maas. 

Może zacznijmy od plusów. Piękna okładka - staloryt pochodzący z jednego z dzieł Leonarda Chodźko - wprowadza nas nieco w okres, w jakim odbywają się wydarzenia w książce. Fajny klimat, XIX-wieczna Warszawa, mrok, zima, zabójstwo. Troszkę mi to przypominało serial Belle Epoque. Narracja prowadzona w języku z tamtych czasów pozwala fajnie się wczuć w ten klimat. Pojawił się też wątek z masonerią - a ja od czasu Browna uwielbiam o tym czytać. Na końcu każdego rozdziału pojawiają się ciekawe wstawki - doniesienia porządkowe dostarczane księciu Konstantemu o tym co się dzieje w Warszawie. Pojawiają się tam zabawne i ciekawe informacje, czasem wraz z odpowiedzią lub rozkazami księcia. W ogóle humor wypowiedzi i sytuacji na wielki plus. Akcja gdy już zaczyna się robić wartka (potem się dowiecie co oznacza tu słowo "już"), jest fajnie poprowadzona, można się wciągnąć w historię.


" Każdego twardziela można było złamać,
ale ignoranta należało najpierw nauczyć strachu"


I to by było na tyle. Od 100 do 200 strony to była jakaś okropność. Całość wydawała mi się mało spójna. Milion wątków, w których można się pogubić. W sumie to można czasem odnieść wrażenie, że nie wiadomo o czym się czyta i o co chodziło autorowi. Kanibale, balony, Napoleon, morderstwo, a ogólnie chodzi o przemyt wódki do Warszawy... Sami widzicie - coś tu nie gra. Uwielbiam kryminały, dlatego sięgnęłam po ten z gatunku historycznych. Chciałam zobaczyć, czy ta historia w tle mnie urzeknie. No niestety, ale chyba szybko po ten gatunek nie sięgnę. Dodatkowo zawarte w książce niektóre słowa używane w tamtych czasach po prostu nie są wyjaśnione, a wiadomo, jak się czegoś nie rozumie to się od razu zniechęca. Przecież nie będę ślęczeć przy googlach i szukać ich znaczenia, żeby zrozumieć treść - chyba nie o to chodzi w czytaniu książek (nie mówię o podręcznikach, bo to już inna sprawa 😀). Przydługawe opisy niczym w Nad Niemnem skutecznie odwracają uwagę od książki, a skupiają na facebooku. Oprócz tych wartkich KILKU akcji, cała reszta to niekończące się, ciągnące się i w ogóle wszystko się flaki z olejem. Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki... Przez to ciągnięcie się mało zapamiętałam z tamtych wydarzeń, a więc odnalezionego sprawcę też mało pamiętam, także zaskoczenie żadne.


"Piekło jest zimne. Ba, mroźne."


Ogólnie nie polecam tej książki. Dłużyło mi się, męczyłam się z nią i w sumie na siłę ją dokończyłam, bo chciałam zobaczyć czy coś lepszego mnie spotka jeszcze przy tej lekturze. No niestety, jako całość książka dla mnie na NIE. Nie polecam, nie warto się męczyć. Są lepsze książki do poczytania 😊


Ocena: 5/10


Wiecie co? Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że nie mam biblioteczki, więc część książek leży u mnie na biurku (m.in. King, Mróz, Mitchell). Czytam męczącą książkę, a te świetne patrzą na mnie z biurka... Od razu chciałoby się wszystko rzucić w kąt, czytać się nie chce, recenzji na blogu też nie ma... Okropności!!! 😀

A Wy męczycie się do końca z jakąś książką czy dajecie sobie spokój, bo szkoda życia? Piszcie!





I na koniec mądry cytat z książki:


" I nie ma powrotu, bo kto umarł, ten nie żyje" 😂


Mon.


środa, 19 lipca 2017

Misery - Stephen King (24/2017)



Hej!


Wróciłam z urlopu to od razu do pracy. No bo jak inaczej... 😒 Dodatkowo jakoś weny na pisanie postów nie mam. I na czytanie też. Chyba jeszcze po urlopie nie odpoczęłam... Ale jak możecie zauważyć, plany czytelnicze - planami. A tu się napatoczyło Misery Stephena Kinga. Byłam tak ciekawa tej książki (wszyscy polecajO), więc musiałam się wreszcie z nią zapoznać. Myślę, że to będzie ciekawy post, bo obejrzałam też ekranizację i postaram się troszkę te dzieła porównać 😀






Zarys fabuły:

Paul Sheldon to autor bestsellerowych romansideł o Misery Chastain. Postanowił jednak się od niej uwolnić i uśmiercił swoją bohaterkę w ostatnim tomie. Pojechał to uczcić (%%%). Jadąc pijany podczas śnieżycy stracił panowanie nad swoim autem i uległ wypadkowi. Przytomność odzyskał w domu Annie Wilkes, swojej zagorzałej fanki. Szybko okazuje się, że Annie nie jest do końca normalna i Paul zdaje się być w niebezpieczeństwie. Tym bardziej, że uśmiercił jej ulubioną bohaterkę.



"Może i są gnomy. Może i są elfy, ale Bóg
pomaga tym, którzy sami potrafią sobie radzić"


Opinia:

Dawno nie czytałam nic Kinga. Nie wiem, Mróz mnie jakoś tak dopadł i inni 😁 Cieszę się jednak niezmiernie, że zaczęłam kolekcjonować te piękne wydania od Albatrosa. Uwielbiam jego styl pisania i w ogóle całokształt.

Muszę przyznać, że na początku mnie nie wciągnęło. Dopiero kiedy zaczęło się okazywać, że Annie nie jest normalna i ma napady złości i wściekłości... Plus te wszystkie informacje o jej przeszłości - wtedy zaczęło mnie to interesować. Psychodeliczna opowieść przeplata się z myślami uwięzionego Paula. Świetnie rozegrane.


"Sztuka polega na trwałości wspomnień"


Annie zmuszała Paula do różnych rzeczy. Robiła mu krzywdę. Chyba nie powinnam o tym pisać bo to spojlery... Ale musicie mnie zrozumieć, bo dalej jestem w szoku po przeczytaniu tej książki, że można być tak nienormalnym.


Ocena: 8/10

Pomimo złego początku (nudnawy, ale trzeba czytelnikom wytłumaczyć o co chodzi), wciągnęłam się w historię zwariowanej (mało powiedzianie) Annie i biednego Paula. Polecam więc książkę wszystkim fanom Kinga i powieści psychodelicznych o bohaterach niezbyt normalnych. Jak ktoś ma słabe nerwy to zdecydowanie nie polecam.



Film a książka:

Jeśli chodzi o film... Powstał w 1990, więc jest dość stary. Aktorzy rodem wyjęci z filmów z lat 70., więc ja nie wiem jak oni to zrobili. Zdziwiło mnie to, że aktorka grająca główną bohaterkę dostała oscara za tę rolę. W życiu bym nie pomyślała - domyślcie się dlaczego 😀

Film delikatnie odbiegał od wydarzeń przedstawionych w książce. Szczególnie (UWAGA SPOJLERY!!!) jeśli chodzi o wyłamywanie Paulowi nóg (czy też ucinanie jednej z nich) lub odcinanie kciuka. Różnice też pojawiły się w wątku policjantów zainteresowanych zaginięciem autora. W książce nie był tak rozwinięty, natomiast pojawiła się większa ilość policjantów (no i to jeżdżenie kosiarką po głowie). Film zdecydowanie gorszy niż książka. Może dlatego, że swoje lata świetności ma już za sobą.

Więcej ciekawych rzeczy dzieje się w książce, więc to ją zdecydowanie bardziej polecam. Tym bardziej, że ważne okazują się przemyślenia Paula. Filmu możecie nie oglądać, no chyba, że ktoś bardzo chce 😀



Mon.

piątek, 30 czerwca 2017

Kiedy ja to przeczytam?! - bookhaul #3 (maj/czerwiec 2017)



Hej!


Dawno nie było bookhaulu, a troszkę mi się tych książek nazbierało. Tak, same przyszły, ja ich nie kupowałam i wcale przez to nie bankrutuję 😀 Ostatnio stawiam na opasłe tomiszcza. Nie wiem, wmówiłam sobie, że opłaca mi się kupować tylko grube książki za normalny hajs, a jak mają mniej niż 600 stron to ino książki kieszonkowe albo te najtańsze. No i zostaje mi czytnik 😀 Także wychodzi na to, że nowości u mnie brak... Ale może kiedyś uda mi się współpracnąć (nowe słowo) z jakimś wydawnictwem i będę bardziej na bieżąco 💗







Zdobycze z maja i czerwca prezentują się następująco:


  • Stephen King - Bastion, Misery, Zielona mila


Bastion kupiony bo podobno genialny. Następnym zakupem będzie To, które się opłaca kupić bo ma dużo stron... HAHA... 😀 
Misery i Zielona mila to nowa kolekcja z kiosków. Piękne wydania. Wreszcie będę mogła mieć u siebie za dogodne pieniądze większość dzieł Kinga. Nawet mój chłopak pozwolił mi je zbierać, bo mu się okładki podobają, także jak widzicie, sukces! 😀







  • Margaret Mitchell - Przeminęło z wiatrem


Jestem okładkową sroką, jak nic! Przepiękna okładka. Ciekawa jestem czy mnie wciągnie to tomiszcze. Mam nadzieję, że obyczajówki tutaj będzie mniej niż opisu sytuacji USA w tamtych czasach.




  • Remigiusz Mróz - Świt, który nie nadejdzieEkspozycjaPrzewieszenieTrawers (cz.1)

Ekspozycję już czytałam, to ona mnie zachęciła do prenumerowania dzieł Mroza. Postawiłam sobie jednak cel - najpierw Chyłka potem Forst. Muszę jeszcze Deniwelację dokupić i będę miała komplet, bo niestety nie można mieć wszystkiego - tomów 4 i 5 Chyłki i 4 Forsta od Edipresse nie dostaniecie 😔












Moja pierwsza współpraca 💗 Bardzo owocna. Recenzja już jest na blogu. Świetna fantastyka początkującego autora. Życzę mu samych sukcesów!





  • Adam Podlewski - Honor i zbrodnia

Książka zakupiona w Biedrze (ah ta Biedra 💗) za 4,99! Zainteresowało mnie osadzenie akcji w XIX wieku. Ogólnie jest to kryminał/powieść detektywistyczna, więc sami rozumiecie, że przejść obojętnie nie mogłam 😀





  • Veronika Roth - Niezgodna

Książka też z Biedry. Kontrowersyjna, jedni uwielbiają, drudzy nienawidzą. Widziałam, że narrator jest pierwszoosobowy. Ciekawe. Za 9,99 wzięłam bez namysłu 😀 Muszę wiedzieć o co tyle szumu. No i film pewnie też obejrzę.





  • Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo

PRZEPIĘKNY FILM! Uwielbiam! Oczywiście ten najnowszy z przystojnym Jimem Caviezelem (chyba tak się to odmienia). Historia zdrady, poświęcenia, zemsty. Cudo! Jednak na razie pamiętam co się tam działo. Mam jednak pamięć dobrą, aczkolwiek krótką, co oznacza, że może za rok nie będę nic kojarzyła z filmu i wtedy wezmę książki do ręki 😂






  • Tess Gerritsen - Chirurg, Dawca, Skalpel, Grzesznik, Grawitacja, Sobowtór, Autopsja, Ciało, Klub Mefista, Mumia, Infekcja, Dolina umarłych


Prenumerata kupiona w kwietniu, ale z przyczyn takich i nie innych, zaliczam ją do bookhaulu majowego 😀 Z wyżej wymienionych już dwie pierwsze mają recenzje. Jest to prenumerata (tak, ta co o mnie zapomnieli, ale w nagrodę dostałam Konklawe 😀), w której brakuje mi już tylko 6 tomów. Tess genialnie pisze, nie zawiodłam się kupując te książki.



No i to by było jak na razie na tyle. W lipcu planuję kupić troszkę grubszych książek (bo opłacalność - wiadomo), ale to zobaczycie wkrótce 😁


Mon.



Czytaliście coś z powyższych? Jak wrażenia? Macie jakieś pytania? Piszcie!



❗❗❗PS. WAŻNA RZECZ! Jadę na urlop. Nie będzie mnie 2 tygodnie. Nie obrażajcie się na mnie, że wpisów nie będzie 😔 Ale! Będę na instagramie i na facebooku, więc zalecam polubienie, aby być na bieżącoz tym co czytam i co o tym wszystkim myślę! Pozdrówki 🌞🌞🌞❗❗❗


środa, 28 czerwca 2017

Florystka - Katarzyna Bonda (23/2017)




Hej!


Jako, że dzisiaj dzień trochę gorszy pogodowo niż wczorajszy, skończyłam czytać tom 3 o panu Meyerze. No i opalałam się wczoraj troszkę zbyt intensywnie (urlop mam to muszę), co przyczyniło się do jakże znacznego zaczerwienienia mojej skóry i szczypania przeogromnego. Także nie ma tego złego, bo jeden dzień mogłam odpocząć i poczytać 😂 A Florystka Katarzyny Bondy naprawdę mnie zaskoczyła. Ale o tym w dalszej części 😁






Zarys fabuły:

Tym razem Hubert Meyer znalazł się na wsi, w domku swoich zmarłych rodziców w okolicach Białegostoku. Ostatni profil psychologiczny sprawcy był błędny, więc zapuścił się chłopina, stracił sens życia. Ale pewnego dnia zjawia się u niego Lena z propozycją współpracy. Po czym zjawia się stary znajomy z komendy w Białymstoku i prosi o pomoc. Tutaj już Meyer odmówić nie mógł. Zaginęła mała Zosia, harfistka. W tym mieście rzadko zdarzają się takie sprawy, więc policji zależy na jak najszybszym rozwiązaniu. Okazuje się, że dziewczynka została zamordowana. Podejrzana o zabicie córki zostaje Marlena, romka. Sprawa okazuje się bardzo podobna do zabójstwa małego Amadeusza kilka lat temu. Jak sobie poradzi Meyer? Co z jego współpracą z Leną? Jakie będzie rozwiązanie sprawy?



"- No mówiła pani, że jakiś cygański. Samochody zmieniał.
- A zmieniał! - krzyknęła kobieta (...) - A to terenowym był,
a to lymuzyno. Panie, toż to kryzys teraz. W telewizji mówio.
A ten lymuzyny zmienia jak rękawiczki."



Opinia:


Pani Kasiu, cieszę się niezmiernie, że przeniosła Pani akcję na podlasie. Katowice jakoś mi nie podpadły w 2 tomie, chociaż tam mieszkam. Historia była chyba zbyt nudna, jakaś taka mało wciągająca. Tutaj muszę przyznać, że dzieje się od początku.

Mieszają się różne wątki - sprawa małej Zuzi, sprawa florystki (matki Amadeusza) i sprawa Meyera, który przez domek w dziczy zaczyna mieć problemy. To sprawia, że akcja nie zwalnia. Warto jednak przeczytać poprzednie tomy o Hubercie. Będziecie przynajmniej wiedzieć dlaczego główny bohater znajduje się w tym punkcie swojego życia, a nie w innym.


" Każdy z nas ma swoją historię, która go napędza (...)"


W sumie nie wiadomo kto to zrobił. Ktoś komuś chce zaszkodzić, ktoś komuś pomóc, ktoś kogoś opętał i w ogóle, to musicie to przeczytać. Zabójstwa, choroby psychiczne, kwiaty, harfy i inne. To znajdziecie w tej książce. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o opisywanie kwiatów i w ogóle o wątek florystyczny, autorka pięknie i rzetelnie wszystko opisała, także chapeau bas. Widać, że się pani Kasia przyłożyła 😊


"-Umówiliśmy się z żoną po drugim dziecku, że to ja będę podejmował
ważne decyzje. Ona weźmie wszystkie drobiazgi, żebym nie zawracał sobie
tym głowy. Tylko że w życiu nie ma żadnych ważnych decyzji. 
Wszystko jest błahostką."



Według mnie najlepsza część z trylogii o Meyerze (choć poziomem może zrównać się ze Sprawą Niny Frank). Zakończenie zaskakuje. Dalsze losy Meyera też. Można było domyślać się sprawcy, ale to co wymyśliła pani Kasia przechodzi ludzkie pojęcie. DOSŁOWNIE 😀 Dalej jestem w szoku. Jak przy Konklawe.


"(...) spojrzał na katowicki pejzaż. Kochał to miasto." 💗


Ocena: 8/10


Polecam książkę miłośnikom twórczości pani Bondy, a i tym którzy na 2 tomie o Hubercie się zawiedli - teraz mam nadzieję że książki o Saszy Załuskiej będą jeszcze lepsze. Florystka to także książka dla miłośników kryminałów, akcji i zaskakujących zakończeń. Nie polecam jedynie tym, którzy kryminałów nie lubią, ale mam nadzieję, że takich osób jest mało 😀



Mon.


Czytaliście Florystkę? Jeśli tak, to jakie Wy macie wrażenia na temat tej książki? Piszcie!